Oglądałem ją w Warszawie i w Nowym Jorku. Do Luksemburga nie pojechałem i zdałem się na przekaz Eurosportu. To wspaniałe, że Polacy mają okazję śledzić w telewizji karierę tej utalentowanej tenisistki. Żałuję w takich momentach, że nie było u nas transmisji, kiedy ja grałem. Skutek jest taki, że rodacy nie mogą pamiętać mnie z kortów.
Lubię patrzeć na Agnieszkę, bo tenis przychodzi jej z łatwością. Najbardziej fascynuje mnie inteligencja jej gry. Z tym trzeba się urodzić. Nie można nauczyć się śledzenia lotu piłki. Agnieszka potrafi intuicyjnie odczytać intencje przeciwniczki. To jedna z tajemnic tenisa. Posyłając piłkę w jakieś miejsce na korcie, ona już wie, gdzie ta piłka wróci.
Na jej twarzy nie widać zaciętej walki, a mimo to, nie oddaje nic za darmo. Gra bardzo precyzyjnie, chociaż ryzykownie. Jej styl jest trochę jak ze starej epoki. W taki sposób grało się za moich czasów - niska piłką, tuż nad siatką.
Agnieszka znakomicie kryje kort. Wydaje się, że nie biega, a wszędzie jest. Zupełnie nie widać po niej wysiłku. Inne dziewczyny jęczą, wzdychają, rzucają się niezgrabnie. Agnieszka ma w sobie elegancję Chris Evert. Dziewczęca, nigdy się nie spieszy, nie okazuje przesadnych emocji. Jej styl jest niemal tak urozmaicony technicznie, jak w przypadku Martiny Hingis. Potrafi wykorzystać nawet te zagrania, które nie są jej najmocniejszą stroną, a więc drugie podanie, wolej i slajs z bekhendu. Nawet wykonane nie do końca poprawnie, padają na drugą stronę kortu i uniemożliwiają przeciwniczce przejęcie inicjatywy.
Gdyby Venus Wiliams wygrała z Agnieszką pierwszego seta, to kontuzja ręki nie stanowiłaby dla niej aż takiego problemu i pewnie to ona zwyciężyłaby ostatecznie. Na tym polega wielkość Agnieszki. Potrafiła tak świetnie grać z kontry, że Venus przestała mieć ochotę do gry i zaczęło ją coś boleć.
To samo z Dementiewą. Rosjanka chciała szybko wygrać z dużo niżej sklasyfikowaną tenisistką. Nie udało się, więc oddała też drugiego seta i cały mecz. W karierze Agnieszki na pewno będzie jeszcze wiele takich meczów, podczas których jej zaskakujące zagrania odbiorą przeciwniczkom wolę walki.
Na koniec powiem, że dodatkową korzyścią ze wspaniałego awansu Radwańskiej będzie mocny powrót Marty Domachowskiej. To najlepsza rzecz, jaka mogła przytrafić się Marcie przy jej rozterkach i niepewnościach. Już wczoraj odniosła zwycięstwo w Japonii. Przewidziałem, że obecność Radwańskiej pomoże Marcie przełamać kryzys, i że wkrótce będziemy mieć dwie bardzo dobre tenisistki.