Dziennik Gazeta Prawana logo

Juskowiak: Musimy modlić się o błąd Portugalczyków

12 października 2007, 13:48
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Daję nam 30 procent szans na korzystny wynik. Portugalscy piłkarze są wściekli po remisie z Finami" - mówi DZIENNIKOWI były reprezentant Polski Andrzej Juskowiak. Według niego nie mamy co liczyć, że rywale nas zlekceważą, mimo że nie mają o Polakach dobrego zdania.

DZIENNIK: W meczu z Portugalią Cristiano Ronaldo co chwilę będzie pędził skrzydłem na naszą bramkę. Czy jest w polskim obozie zawodnik, który jest w stanie go zatrzymać?

Andrzej Juskowiak: Nie. I mówię to z całym przekonaniem. Piłkarz Manchesteru United to jeden z najlepszych dryblerów świata. Nikt nie biega z piłką przy nodze tak szybko, jak on. Polaków dzieli od niego przepaść. Podobnie jak od pozostałych Portugalczyków.

Czyli uważa pan, że nie damy im rady?

Daję nam 30 procent szans na korzystny wynik. Piłkarze Luisa Felipe Scolariego są wściekli po remisie z Finami. Bardzo chcą się odegrać, więc nas nie zlekceważą, mimo że nie mają o Polakach dobrego zdania. Na łamach rodzimej prasy mówili, że prezentujemy taki poziom, jak Azerbejdżan.

Co zrobić, by przytrzeć rywalom nosa?

Musimy być skoncentrowani jak nigdy. Stać blisko siebie, walczyć jeden za drugiego, no po prostu stanowić zespół. Możemy też pomodlić się o... błąd Ricardo. Ten bramkarz interweniuje wyśmienicie przy karnych, ale w meczu popełnia sporo głupich pomyłek.

Karierę reprezentacyjną zakończył już kat Polaków, Pauleta, który na mundialu w Korei Południowej i Japonii strzelił nam trzy gole. Bez niego siła ofensywna Portugalii jest mniejsza?

Wręcz przeciwnie. Zastępujący go Nuno Gomes to lepszy napastnik. Skuteczniejszy w meczach o stawkę. On strzela gole największym. A Pauleta z reguły pokonywał rywali na poziomie Mołdawii, czyli drużyny o umiejętnościach... podobnych do naszych.

Widzę, że nie wierzy pan zbytnio w kadrę Leo Beenhakkera.

To takie dziwne? Widziałem mecz z Finami, jeden z najgorszych w historii. Po takim spotkaniu ciężko być optymistą.

Tym bardziej, że z ostatniego, przegranego 0:4 starcia z Portugalią wynieśliśmy koszmarne wspomnienia.

Sądzę, że nasi piłkarze nadal mają to spotkanie w podświadomości. Mimo tego że większość z nich oglądała je tylko w TV. Dlatego w Chorzowie będziemy jak bokser, który kilka lat po ciężkim nokaucie chce wziąć rewanż, ale jego szanse są marne, bo blokuje go to, że ciągle pamięta o dawnym laniu.

Czy Beenhakker powinien wystawić w składzie graczy Boavisty Porto Rafała Grzelaka i Przemysława Kaźmierczaka?

Jednego z nich na pewno. Potrzebujemy bowiem... szpiega. Kogoś, kto będzie podsłuchiwał rozmowy rywala, a potem przekazywał naszym jak chce on wykonać rzut wolny lub rożny. Rafał i Przemek znają portugalski, więc dadzą sobie radę. Ale generalnie niewiele to może pomóc. Nasze kraje dzieli przepaść. W Portugalii kochają piłkę i mają o dwa nieba lepszy system szkolenia. Tam na każdym placu gra masa dziesięciolatków. A u nas? Dzieciaki wolą komputery, a boiska stoją zarośnięte, tak jak to w moim rodzinnym Gostyniu... Poza tym tam 18-letni chłopak po szkółce Sportingu Lizbona to ukształtowany technicznie, fizycznie i taktycznie piłkarz. U nas to przeważnie dzieciak niezdolny do walki w lidze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj