Zamiast grać - spaceruje z dziewczyną po górach. Zamiast trenować z mistrzami Polski - ćwiczy z trzecioligową drużyną ze słowackiej Cadcy. Michal Gottwald, napastnik wyrzucony z Legii Warszawa, chce jak najszybciej zapomnieć o Polsce. "Fakt" jako pierwszy dotarł do skreślonego piłkarza.
Jest żal do kolegów, że nie wstawili się za panem, kiedy trener wyrzucił pana z Legii?
Michal Gottwald: A co by to zmieniło? Wraz z Włodarczykiem zostaliśmy uznani za kozłów ofiarnych po kompromitacji w Sanoku. Ktoś musiał być tym kozłem. Padło na mnie.
Cała drużyna wygląda beznadziejnie.
Moja forma od dawna była słaba. Nie mogłem się przełamać, nie strzelałem bramek. A od tego jestem. Żałuję jedynie, że trener Wdowczyk nie dał mi więcej pograć. Inni dostawali dużo szans, ja akurat mało.
Podobno miał pan kłopoty z wagą. W lipcu przyjechał pan do Warszawy z 5–kilogramowa nadwagą.
Przesada. Choć rzeczywiście były problemy z utrzymaniem wagi. Ale nie pięć, a dwa kilogramy nadbagażu. Do tego się przyznaję.
To nieprofesjonalne zachowanie.
Zgadza się. Ale czy profesjonalne jest to, że zakazano nam trenować nawet z rezerwami Legii. Nie rozumiem tego. Jak klub chce sprzedać mnie czy Włodarczyka, skoro nie możemy ćwiczyć z zespołem.
Mógł pan trenować indywidualnie.
Tak, ale nie miałem prawa pojawić się na stadionie, kiedy trenowała pierwsza bądź druga drużyna. A co miałbym im zrobić? Pogryźć chłopaków? Miałem dość tej farsy. Dlatego wróciłem do Cadcy. Tu przynajmniej mogę ćwiczyć, o której chcę.
Był konflikt w Legii między Brazylijczykami a resztą drużyny?
O nie, nie wyciągnie pan nic ode mnie. Proszę pytać tych, którzy są teraz w zespole. To już poza mną.
Co teraz?
Menedżer szuka klubu. Jest kilka ofert. Jedna ze Słowacji, inne z zagranicy. Coś się znajdzie. Do Warszawy nie wrócę. Rozliczyłem się ze sprzętem, oddałem mieszkanie. Legia to dla mnie zamknięty rozdział.
Michal Gottwald: A co by to zmieniło? Wraz z Włodarczykiem zostaliśmy uznani za kozłów ofiarnych po kompromitacji w Sanoku. Ktoś musiał być tym kozłem. Padło na mnie.
Cała drużyna wygląda beznadziejnie.
Moja forma od dawna była słaba. Nie mogłem się przełamać, nie strzelałem bramek. A od tego jestem. Żałuję jedynie, że trener Wdowczyk nie dał mi więcej pograć. Inni dostawali dużo szans, ja akurat mało.
Podobno miał pan kłopoty z wagą. W lipcu przyjechał pan do Warszawy z 5–kilogramowa nadwagą.
Przesada. Choć rzeczywiście były problemy z utrzymaniem wagi. Ale nie pięć, a dwa kilogramy nadbagażu. Do tego się przyznaję.
To nieprofesjonalne zachowanie.
Zgadza się. Ale czy profesjonalne jest to, że zakazano nam trenować nawet z rezerwami Legii. Nie rozumiem tego. Jak klub chce sprzedać mnie czy Włodarczyka, skoro nie możemy ćwiczyć z zespołem.
Mógł pan trenować indywidualnie.
Tak, ale nie miałem prawa pojawić się na stadionie, kiedy trenowała pierwsza bądź druga drużyna. A co miałbym im zrobić? Pogryźć chłopaków? Miałem dość tej farsy. Dlatego wróciłem do Cadcy. Tu przynajmniej mogę ćwiczyć, o której chcę.
Był konflikt w Legii między Brazylijczykami a resztą drużyny?
O nie, nie wyciągnie pan nic ode mnie. Proszę pytać tych, którzy są teraz w zespole. To już poza mną.
Co teraz?
Menedżer szuka klubu. Jest kilka ofert. Jedna ze Słowacji, inne z zagranicy. Coś się znajdzie. Do Warszawy nie wrócę. Rozliczyłem się ze sprzętem, oddałem mieszkanie. Legia to dla mnie zamknięty rozdział.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|