Tylko czekać, a będziemy mieli nowego Małysza. Może nie skacze na nartach, ale bardzo dobrze prezentuje się w kusej sukience i z rakietą w ręku. Agnieszka Radwańska jest już w drugiej rundzie turnieju w Linzu. W pierwszej pokonała 20. rakietę Świata, Niemkę Lene Gronefeld 6:4, 7:5.
Agnieszka po raz kolejny przebrnęła przez eliminację. Tym razem musiała pokonać trzy rywalki, żeby załapać się go głównego turnieju. Ma to swoje dobre i złe
strony. Dobra to taka, że za udział w turnieju już nachapała 4165 dolarów. Zła wiadomość jest taka, że gra w eliminacjach może mocno nadwątlić siły nasze tenisistki. Niby wygrała
dopiero pierwszą rundę, a już ma za sobą cztery mecze.
W najgorszej sytuacji może jej po prostu zabraknąć sił w finale. Oczywiście, daj Panie Boże zdrowie, żeby tam się znalazła. Ale wtedy będzie miała o trzy gry więcej od rywalki. Póki co w drugiej rundzie zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku rozstawionej z numererem piątym Serbki Any Ivanović i Holenderki Michaelli Krajicek.
Warto się postarać, bo do podziału jest 600 tysięcy dolarów.
W najgorszej sytuacji może jej po prostu zabraknąć sił w finale. Oczywiście, daj Panie Boże zdrowie, żeby tam się znalazła. Ale wtedy będzie miała o trzy gry więcej od rywalki. Póki co w drugiej rundzie zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku rozstawionej z numererem piątym Serbki Any Ivanović i Holenderki Michaelli Krajicek.
Warto się postarać, bo do podziału jest 600 tysięcy dolarów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl