Dziennik Gazeta Prawana logo

Sensacja w Łodzi, emocje w Warszawie

12 października 2007, 14:06
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Sensacja w Łodzi! Miejscowy ŁKS po nudnym meczu zremisował ze słabiutką Wisłą Płock 0:0. Tego nikt się nie spodziewał. Emocji nie brakowało natomiast w Warszawie. Legia prowadziła już 2:0. Jednak Lech Poznań potrafił wyrównać. Ale potem wszystko zaprzepaścił. Tuż przed końcem spotkania gospodarze strzelili zwycięskiego gola.

Po kompromitującej porażce z Bełchatowem ekipa z Płocka przyjechała do Łodzi. Kibice ŁKS-u przed meczem nie wyobrażali sobie, by ich drużyna mogła nie wygrać tego spotkania. Po końcowym gwizdku sędziego opuszczali jednak stadion srodze zawiedzeni. ŁKS na własnym boisku potrafił wygrywać nawet z najlepszymi. Wydawałoby się więc, że z ostatnią drużyną w tabeli nie powinien mieć żadnych problemów. A jednak. Po nudnym i słabym widowisku mecz zakończył bezbramkowym remisem.

Na brak emocji nie mogli narzekać kibice Legii i Lecha. Na ten mecz czekała cała piłkarska Polska. A biletów nie było już od dawna. Rozeszły się jak świeże bułeczki. I nikt się nie rozczarował. Gra była szybka, od pierwszej do ostatniej minuty trwała zażarta walka, pięknych akcji było mnóstwo, dramaturgii nie brakowało i padło aż pięć goli.

Pierwsza zaatakowała Legia. Już w 20. sekundzie, po dobrej akcji z Sebastianem Szałachowskim, tuż obok słupka strzelił Dawid Janczyk. Legioniści dokładnie rozgrywali piłkę i z łatwością dochodzili do sytuacji podbramkowych. W pierwszych pięciu minutach pokonać bramkarza gości próbowali jeszcze raz Janczyk oraz Miroslav Radović.

Lech przed szansą stanął w 8. minucie. Po dośrodkowaniu Piotra Reissa główkował Zbigniew Zakrzewski, ale piłka minimalnie przeszła nad poprzeczką. Chwilę później po dobrej centrze Marcina Wasilewskiego z piłką minęli się wszyscy obrońcy Legii, ale także napastnicy rywali.

W 20. minucie znakomitym prostopadłym podaniem popisał się Radović. Do piłki doszedł Szałachowski, ale jego strzał został zablokowany. Później przewagę mieli goście, jednak mimo wysiłków nie potrafili oddać celnego strzału.

W pierwszej części meczu gra toczyła się w szybkim tempie, ale zawodnicy obu drużyn mieli problemy z wypracowaniem sobie dobrych sytuacji do strzelenia gola.

Tuż po przerwie bliski zdobycia bramki dla Lecha był Bartosz Bosacki. Po jego strzale głową piłkę z linii bramkowej wybił Łukasz Surma. Co nie udało się drużynie z Poznania, wyszło Legii. W 54. minucie atomowym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Szałachowski. Napastnik gospodarzy strzałem z 30 metrów pokonał bramkarza rywali. Minęło sześć minut, a ten sam zawodnik znów wystąpił w roli głównej. "Szałach" w zamieszaniu na polu karnym lechitów zachował najwięcej zimnej krwi i z bliska wpakował piłkę do siatki.

Na kolejnego gola kibice długo nie musieli czekać. Znów minęło sześć minut i mieliśmy zmianę rezultatu. Tym razem cieszyli się goście. Zakrzewski znakomicie podał do Reissa, a ten w sytuacji sam na sam pokonał Jana Muchę.

Po stracie bramki legioniści za wszelką cenę chcieli strzelić trzeciego gola. Najpierw w 74. minucie okazję miał Dickson Choto, ale trafił w poprzeczkę. Chwilę później szczęścia próbowali Junior i Radović. Ale bez skutku. Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 82. minucie. Doskonałe dośrodkowanie Pitrego na gola zamienił Zakrzewski.

Lechici długo nie cieszyli się z remisu. Cztery minuty przed końcem meczu Legia zadała decydujący cios. Po centrze Tomasza Kiełbowicza Radović strzelił trzecią bramkę.

Legia Warszawa - Lech Poznań 3:2 (0:0)
Bramki: Szałachowski 54 i 60, Radović 86 - Reiss 66, Zakrzewski 81
Żółte kartki: Dick - Wasilewski.
Sędzia: Krzysztof Słupik (Tarnów).
Widzów: 12 000.
Legia: Jan Mucha - Wojciech Szala, Dickson Choto, Herbert Dick, Grzegorz Bronowicki - Miroslav Radović, Aleksandar Vuković, Łukasz Surma (84. Marcin Burkhardt), Roger (73. Tomasz Kiełbowicz) - Dawid Janczyk (60. Junior), Sebastian Szałachowski.
Lech: Krzysztof Kotorowski - Marcin Wasilewski, Bartosz Bosacki, Marcin Drzymont, Grzegorz Wojtkowiak - Marcin Zając, Rafał Murawski, Henry Quinteros (81. Arkadiusz Bąk), Jakub Wilk (63. Przemysław Pitry) - Zbigniew Zakrzewski, Piotr Reiss.

ŁKS Łódź - Wisła Płock 0:0

Żółte kartki: Cerić, Hajto, Mysona i Madej - Magdo.
Sędzia: Piotr Siedlecki (Szczecin)
Widzów: 4 000.
ŁKS: Bogusław Wyparło - Sebastian Przybyszewski, Tarik Cerić, Tomasz Hajto, Arkadiusz Mysona (80. Rafał Niżnik) - Sebastian Kęska, Robert Sierant, Ireneusz Kowalski, Mariusz Magiera - Łukasz Madej, Grzegorz Kmiecik (67. Michał Rozkwitalski).
Wisła: Jakub Skrzypiec - Nebojsa Żivković, Paweł Magdoń, Żarko Belada, Marko Griżonic - Tomasz Michalek, Patrik Gedeon, Patryk Rachwał, Lumir Sedlaczek - Sławomir Peszko (90+1. Vahan Gevorgyan), Tomas Doszek (90+3. Karol Gregorek).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj