O pierwszych meczach zbiera pan świetne noty. Nie brakuje opinii, że może pan zostać gwiazdą tych mistrzostw.
Bez przesady. Nie wystawiajmy ocen za wcześnie.
Poczekajmy, jak to się wszystko dalej potoczy. Ja sam, gdy czasem zaczynam rozmyślać co możemy osiągnąć w tym mundialu, szybko odpędzam te myśli. Po co zastanawiać się z kim zagramy w
drugiej rundzie, kiedy ważna jest tylko każda następna piłka, następny set, najbliższy mecz.
Pana żona Dagmara ma na przyszły tydzień wyznaczony termin porodu. Może pan w takiej sytuacji koncentrować się na siatkówce?
Z żoną jest we Włoszech jej mama i
najbliższa koleżanka, a ja często dzwonię. Na pewno nie jest nam obojgu łatwo, ale jesteśmy dorośli i jakoś to wytrzymamy. Dagmara rozumie, że ja teraz realizuję w Japonii swoje marzenia i
cieszy się wraz ze mną, że mam szansę odnieść sukces.
Nie myśli pan o niej w czasie meczu?
Na boisku liczy się tylko gra. O żonie i dziecku myślę bardzo dużo, ale nie podczas meczu. Wtedy jedynym problemem jest dla mnie to,
jak go wygrać. Nauczyłem się izolować od tego, co mnie otacza.
Na razie udaje się wam zwyciężać dość łatwo. Tymczasem więksi od was faworyci mundialu męczą się w swoich grupach.
Francja umie grać przeciwko Brazylii, więc jej
zwycięstwo nad obrońcą tytułu nie było dla mnie zaskoczeniem. Cała czołówka gra na zbliżonym poziomie, często decyduje dyspozycja dnia. Wierzę, że gdy przyjdą trudniejsze mecze,
zaprocentuje to, że tak szybko wygrywamy. Inne drużyny nie mają takiego komfortu, a zmęczenie musi się odezwać. Wasze mecze na początku mistrzostw przypominały bardziej
treningi.
Jakie treningi? Porównując mecze z zajęciami podczas przygotowań w Spale, muszę ocenić, że gra w mistrzostwach to na razie relaks i przyjemność. Nawet teraz, gdy
gramy sparing jedną szóstką na drugą, zajęcia są bardziej męczące. Mamy silny wyrównany skład i nikt drugiemu nie odpuszcza.
Nie sparaliżuje was stres w trudniejszym momencie? Atmosfera debiutanckich mistrzostw świata nie przytłacza pana?
Przed pierwszym spotkaniem poczułem mały dreszczyk
emocji. Na boisku czuję się jednak spokojny. A atmosfery wielkiej imprezy ta naprawdę nie czujemy. Nie wiem czy to dobrze? Adrenalina przy kilku tysiącach widzów mogłaby nam pomóc, albo...
sparaliżować.
Marzy pan o medalu, pierwszym gwiazdkowym prezencie dla syna?
To byłby prezent chyba jednak dla mnie, a nie dla Oliwiera. On dopiero za parę lat zrozumiałby jego
wagę.
Syn będzie miał na imię Oliwier?
Dokładnie tak. A na drugie - kiedyś tak zażartowałem - gdybyśmy wygrali ten mundial, musiałbym mu dać chyba Tokio.