We wtorek Leo Beenhakker odwiedził redakcję DZIENNIKA. Musiał odpowiedzieć na masę pytań, ale był bardzo cierpliwy. Poprosił tylko o wyrozumiałość dla zespołu. "Piłkarze nie są maszynami do gry w piłkę, co chcę powiedzieć bardzo głośno właśnie teraz, po dwóch zwycięstwach" - zaznaczył selekcjoner.
Czuje się pan narodowym bohaterem?
Nie, moje stopy wciąż są na ziemi. Jestem zadowolony z dwóch ostatnich zwycięstw i to wszystko. Nie zmieniam się z dnia na dzień.
Dokonał pan jednak niemożliwego. Dziś można być dumnym z gry polskiej kadry. Ona nawet kiedy wygrywa, to już nie przypadkiem, już nie po kontrze i dzięki wspaniałym paradom bramkarzy...
Każdy piłkarz na świecie jest taki sam – chce grać dobrze i wygrywać mecze. Ale zdarzają się też porażki i musimy to zrozumieć. Pewnego dnia budzisz się rano i czujesz się gorzej. Boli cię głowa, wszystko cię drażni, po prostu wiesz, że to nie będzie twój dzień. Kto inny ma problemy w domu, bo dziecko się rozchorowało, bo pokłócił się z żoną. To jest normalne, to jest ludzkie. Piłkarze nie są maszynami do gry w piłkę, co chcę powiedzieć bardzo głośno właśnie teraz – po dwóch zwycięstwach. Zawodnicy mają swoje problemy. I choć bardzo chcą odnosić sukcesy, czasami wygrywają i czasami przegrywają. Nie niszczmy ich. Jesteśmy tak bardzo czarno-biali w ocenach. Dlaczego?
Bo sport jest trochę taki czarno-biały. Są zwycięzcy i przegrani.
Podam wam przykład. Michał Żewłakow w meczu z Belgią wykonał kapitalną pracę. Kapitalną! A przecież był pod ogromną presją, jego żona w Grecji czekała na poród… Do czego zmierzam? Gdy popełni fatalny błąd, nie obwiniajcie go. Obwiniajcie mnie. To ja go wstawiłem do składu, mając świadomość, że ryzykuję. Oczywiście, pytałem go, czy chce grać. On odpowiadał, że tak, ale ostateczna decyzja należała do mnie. Uwierzcie mi – mamy wspaniałą drużynę, w której panuje świetna atmosfera. Duch tego zespołu jest wielki. I ci ludzie zasługują na zaufanie, nawet kiedy idzie im źle. Zwłaszcza, że naprawdę w Polsce łatwo jest być optymistą.
Łatwo? My w światowej piłce nic nie znaczymy od 1982 roku.
Myślmy o tym, co przed nami – o tych piłkarzach, których mamy i którymi można się chwalić. Inna sprawa, że futbol to nie jest matematyka. Tu wynik nie jest łatwy do przewidzenia. Panowie, rozejrzyjcie się wokół. Francja przegrywa w Szkocji, Cypr remisuje z Niemcami, Irlandia Północna ogrywa Hiszpanię. Nikt nie wygrywa cały czas. My w tych eliminacjach też przegramy pewnie ze dwa mecze. Inaczej być nie może. Nie ma zespołu nie do zatrzymania. Ale po zwycięstwach i po porażkach ludzie są tacy sami – ja jestem takim samym trenerem, a Żurawski takim samym piłkarzem.
Co jest największą zmianą, jaka zaszła, odkąd zaczął pan pracować w Polsce?
Myślę, że proporcje w reprezentacji. Teraz jest w niej siedmiu piłkarzy z polskiej ligi, co tylko dowodzi, że miałem rację mówiąc pierwszego dnia, iż w Polsce jest mnóstwo talentów. Nie jest też tak, jak wiele osób twierdziło, że gdy ze sceny zejdzie obecne pokolenie kadrowiczów, to zostanie pustka. Nie, macie bardzo wielu dobrych młodych piłkarzy. Teraz podoba mi się Rafał Murawski. Podoba mi się też Darek Dudka. Wiecie, dlaczego wystawiłem go w pomocy?
Nie mamy pojęcia.
Oglądam trening w poniedziałek, a Dudka w każdej akcji – jako obrońca – szuka rozwiązań piłkarskich. Wychodzi do piłki, rozgrywa, nie wybija byle dalej. Oglądam trening we wtorek – to samo. Przyszła środa i uznałem, że dla mnie to nie jest obrońca, tylko właśnie pomocnik. I kiedy Darek znów zagra w mojej drużynie, to właśnie jako pomocnik.
Może tak też powinien grać w Wiśle Kraków?
Nie chcę mówić jak powinien grać w Wiśle, to nie moja praca. Tam jest inne otoczenie, inni partnerzy, inny styl gry. Mówię tylko, że w warunkach kadry jest to pomocnik. Choć być może za pół roku wszyscy powiemy, także kibice Wisły: „hej, jaki to wspaniały pomocnik!”.
W Ajaksie Amsterdam trenował pan młodego Zlatana Ibrahimovica i świetnie się dogadywaliście. Czy czasem w polskiej reprezentacji nie potrzeba panu takiego Zlatana – kogoś lekko zwariowanego?
Po pierwsze, Zlatan nie jest zwariowany, tylko ma silny charakter. Po drugie, jestem zadowolony z tych piłkarzy, których mam do dyspozycji. Na kapitana wybrałem Macieja Żurawskiego i uważam, że jest on świetnym liderem.
To jednak nie jest typ przywódcy. Żurawski jest raczej nieśmiałą osobą.
A pracowaliście z nim kiedyś? To bardzo duża osobowość, ma wielki posłuch w zespole, wszyscy czują przed nim respekt. Między innymi dlatego, że jest wybitnym piłkarzem i gra w silnym klubie. Dla mnie to wymarzony kapitan. Jestem pewien, że poprowadzi nas do finałów mistrzostw Europy.
Może pan wyjawić, co powiedział piłkarzom przed meczem z Belgią?
Bawcie się. Grajcie z uśmiechem. Bądźcie szczęśliwi, że możecie wystąpić w takim meczu. To najwspanialsze chwile waszej kariery. To jest wasz czas.
Nie, moje stopy wciąż są na ziemi. Jestem zadowolony z dwóch ostatnich zwycięstw i to wszystko. Nie zmieniam się z dnia na dzień.
Dokonał pan jednak niemożliwego. Dziś można być dumnym z gry polskiej kadry. Ona nawet kiedy wygrywa, to już nie przypadkiem, już nie po kontrze i dzięki wspaniałym paradom bramkarzy...
Każdy piłkarz na świecie jest taki sam – chce grać dobrze i wygrywać mecze. Ale zdarzają się też porażki i musimy to zrozumieć. Pewnego dnia budzisz się rano i czujesz się gorzej. Boli cię głowa, wszystko cię drażni, po prostu wiesz, że to nie będzie twój dzień. Kto inny ma problemy w domu, bo dziecko się rozchorowało, bo pokłócił się z żoną. To jest normalne, to jest ludzkie. Piłkarze nie są maszynami do gry w piłkę, co chcę powiedzieć bardzo głośno właśnie teraz – po dwóch zwycięstwach. Zawodnicy mają swoje problemy. I choć bardzo chcą odnosić sukcesy, czasami wygrywają i czasami przegrywają. Nie niszczmy ich. Jesteśmy tak bardzo czarno-biali w ocenach. Dlaczego?
Bo sport jest trochę taki czarno-biały. Są zwycięzcy i przegrani.
Podam wam przykład. Michał Żewłakow w meczu z Belgią wykonał kapitalną pracę. Kapitalną! A przecież był pod ogromną presją, jego żona w Grecji czekała na poród… Do czego zmierzam? Gdy popełni fatalny błąd, nie obwiniajcie go. Obwiniajcie mnie. To ja go wstawiłem do składu, mając świadomość, że ryzykuję. Oczywiście, pytałem go, czy chce grać. On odpowiadał, że tak, ale ostateczna decyzja należała do mnie. Uwierzcie mi – mamy wspaniałą drużynę, w której panuje świetna atmosfera. Duch tego zespołu jest wielki. I ci ludzie zasługują na zaufanie, nawet kiedy idzie im źle. Zwłaszcza, że naprawdę w Polsce łatwo jest być optymistą.
Łatwo? My w światowej piłce nic nie znaczymy od 1982 roku.
Myślmy o tym, co przed nami – o tych piłkarzach, których mamy i którymi można się chwalić. Inna sprawa, że futbol to nie jest matematyka. Tu wynik nie jest łatwy do przewidzenia. Panowie, rozejrzyjcie się wokół. Francja przegrywa w Szkocji, Cypr remisuje z Niemcami, Irlandia Północna ogrywa Hiszpanię. Nikt nie wygrywa cały czas. My w tych eliminacjach też przegramy pewnie ze dwa mecze. Inaczej być nie może. Nie ma zespołu nie do zatrzymania. Ale po zwycięstwach i po porażkach ludzie są tacy sami – ja jestem takim samym trenerem, a Żurawski takim samym piłkarzem.
Co jest największą zmianą, jaka zaszła, odkąd zaczął pan pracować w Polsce?
Myślę, że proporcje w reprezentacji. Teraz jest w niej siedmiu piłkarzy z polskiej ligi, co tylko dowodzi, że miałem rację mówiąc pierwszego dnia, iż w Polsce jest mnóstwo talentów. Nie jest też tak, jak wiele osób twierdziło, że gdy ze sceny zejdzie obecne pokolenie kadrowiczów, to zostanie pustka. Nie, macie bardzo wielu dobrych młodych piłkarzy. Teraz podoba mi się Rafał Murawski. Podoba mi się też Darek Dudka. Wiecie, dlaczego wystawiłem go w pomocy?
Nie mamy pojęcia.
Oglądam trening w poniedziałek, a Dudka w każdej akcji – jako obrońca – szuka rozwiązań piłkarskich. Wychodzi do piłki, rozgrywa, nie wybija byle dalej. Oglądam trening we wtorek – to samo. Przyszła środa i uznałem, że dla mnie to nie jest obrońca, tylko właśnie pomocnik. I kiedy Darek znów zagra w mojej drużynie, to właśnie jako pomocnik.
Może tak też powinien grać w Wiśle Kraków?
Nie chcę mówić jak powinien grać w Wiśle, to nie moja praca. Tam jest inne otoczenie, inni partnerzy, inny styl gry. Mówię tylko, że w warunkach kadry jest to pomocnik. Choć być może za pół roku wszyscy powiemy, także kibice Wisły: „hej, jaki to wspaniały pomocnik!”.
W Ajaksie Amsterdam trenował pan młodego Zlatana Ibrahimovica i świetnie się dogadywaliście. Czy czasem w polskiej reprezentacji nie potrzeba panu takiego Zlatana – kogoś lekko zwariowanego?
Po pierwsze, Zlatan nie jest zwariowany, tylko ma silny charakter. Po drugie, jestem zadowolony z tych piłkarzy, których mam do dyspozycji. Na kapitana wybrałem Macieja Żurawskiego i uważam, że jest on świetnym liderem.
To jednak nie jest typ przywódcy. Żurawski jest raczej nieśmiałą osobą.
A pracowaliście z nim kiedyś? To bardzo duża osobowość, ma wielki posłuch w zespole, wszyscy czują przed nim respekt. Między innymi dlatego, że jest wybitnym piłkarzem i gra w silnym klubie. Dla mnie to wymarzony kapitan. Jestem pewien, że poprowadzi nas do finałów mistrzostw Europy.
Może pan wyjawić, co powiedział piłkarzom przed meczem z Belgią?
Bawcie się. Grajcie z uśmiechem. Bądźcie szczęśliwi, że możecie wystąpić w takim meczu. To najwspanialsze chwile waszej kariery. To jest wasz czas.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|