Ilu menedżerów dzwoniło do pana w ostatnim czasie?
Chyba ze dwudziestu. Mam już ich dosyć. Każdy powtarza to samo, że znajdzie dla Radka klub za granicą. Dla
świętego spokoju mówię, że interesują nas tylko oferty z Chelsea, Barcelony i Realu Madryt. Ale nie oznacza to, że zwariowałem. Celowo ich spławiam, bo chcę mieć od nich święty
spokój.
Podobno odrzuca pan świetne oferty, opiewające na miliony złotych. Nie chce pan, żeby pana syn dobrze zarobił?
Radkowi naprawdę nie brakuje pieniędzy. Mnie też. Jego menedżer pan Radosław Osuch może sobie opowiadać różne rzeczy. Niech tylko uważa, żebym mu nie odpowiedział. Nie interesują mnie
jego miliony ani nawet miliardy. Syn nie pójdzie do klubu, który on załatwi. I niech przestanie o mnie wygadywać głupoty, bo jak się zdenerwuję, to opowiem o nim i jego metodach pracy.
Jeśli to taki zły menedżer, to dlaczego pana syn podpisał z nim umowę?
Zrobił to wbrew mnie i teraz tego żałuje. Mówiłem mu, żeby nie wiązał się z żadnym menedżerem, ale on mnie nie posłuchał. Co więcej, przez pół roku bał mi się przyznać do tego, że
związał się z Osuchem.
Do kiedy będzie on reprezentował interesy pańskiego syna?
Podpisał umowę na dwa lata. Wygasa we wrześniu 2007 r.
To znaczy, że jeśli Radek chciałby wyjechać wcześniej, to będzie pan musiał mimo wszystko przyjąć ofertę Osucha?
Ale w tej chwili on nigdzie nie wyjeżdża. Radek zostaje w Bełchatowie. Jeśli będzie trzeba, to zaczekamy z transferem do września.
Ale pański syn może przez to stracić życiową szansę wyjazdu na zachód. Propozycje z Newcastle czy Romy mogą się już nie powtorzyć.
Mój syn w tej chwili potrzebuje przede wszystkim spokoju. Widzę, że to całe transferowe zamieszanie bardzo źle na niego wpływa. Jego telefon ciągle dzwoni, ale to wszystko są jakieś
bezsensowne pogaduszki. Do tej pory żaden klub nie przedstawił mu konkretnej oferty. Pan Osuch cały czas mówi o jakichś propozycjach, ale nigdy nic nie przedstawił na piśmie. O jakich klubach
on już nie mówił, ale konkretu nie ma żadnego. Zresztą on przez ponad rok nie zrobił nic dla mojego syna. Dopiero teraz strasznie się uaktywnił.
A jeśli przedstawi papiery i okaże się, że taki klub jak Newcastle naprawdę chce kupić pańskiego syna?
To wtedy usiądziemy i pomyślimy, czy przyjąć tę ofertę. Naprawdę nigdzie nam się nie śpieszy. Nie chcę, żeby Radek popełnił błąd i później żałował. Nie chcę, żeby wylądował w
klubie, gdzie będą mu dobrze płacić i posadzą go na ławce rezerwowych. Najlepiej, gdyby trafił do klubu, gdzie będzie nie tylko grał, ale gdzie także będzie mogł się rozwinąć. Na razie
dla dobra syna postanowiliśmy, że zostaje w Bełchatowie. Naprawdę pieniądze nie są w tej chwili dla nas najważniejsze. Tak na dziś wygląda cała prawda o wyjeździe mojego syna za
granicę.