Kto rządzi polskim futbolem? Oficjalnie prezes Michał Listkiewicz, wiceprezes Eugeniusz Kolator i ich świta z warszawskiej centrali PZPN. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby warszawka nie miała silnego wsparcia w 16. wojewódzkich związkach piłkarskich.
Ich prezesi muszą tylko zachować czujność przed kolejnymi wyborami. Najpierw w swych województwach, później w centrali związku. W cenie jest zwłaszcza umiejętność tworzenia koterii. Baron musi zadbać o poparcie swej kandydatury na prezesa wojewódzkiego przez centralę PZPN. W zamian lojalnie głosuje na Listkiewicza i jego towarzyszy z Miodowej.
Taki układ gwarantuje zainteresowanym rządzenie przez lata. Nawet po zmianie ordynacji wyborczej. Wystarczy, by baronowie zadbali o rozdzielenie 60. ostatnio przyznanych mandatów wśród
zaufanych ludzi. A ci, przedstawiciele futbolu amatorskiego, będą stanowić aż połowę 120-osobowego elektoratu podczas najbliższych wyborów na prezesa PZPN!
Halabardnicy Listkiewicza:
Eugeniusz Nowak i Stefan Antkowiak to najbardziej zaufani baronowie "Misia". Pierwszy z nich, prezes Kujawsko-Pomorskiego ZPN,
zajmuje się w PZPN nadzorowaniem szkolenia młodzieży. Ponad 5 lat temu ukrył seksaferę i brak w ekipie biało-czerwonych powracającej z Finlandii aresztowanego w Helsinkach, Przemysława
Kaźmierczaka.
Nowak uwielbia podróże na koszt PZPN i klubów (z Kujawiakiem Włocławek był nawet w Malezji) oraz alkoholowe rauty, za które też nie musi płacić. Antkowiakowi, prezesowi Wielkopolskiego ZPN,
wiceprezesurę w PZPN załatwiła była minister MENiS Krystyna Łybacka (SLD). W zamian musiał się zrzec kandydowania na prezydenta Poznania. Antkowiak ma się świetnie, mimo że to z jego
województwa za kraty trafiło najwięcej sędziów i działaczy.
Giermkowie:
Najliczniejsza grupa. Są w niej: Rudolf Bugdoł ze Śląskiego ZPN, Witold Dawidowski z Podlaskiego ZPN, Romuald Jankowiak z Lubuskiego ZPN, Jerzy Koziński z Dolnośląskiego ZPN, Zdzisław
Łazarczyk z Mazowieckiego ZPN, Mirosław Malinowski ze Świętokrzyskiego ZPN, Ryszard Niemiec z Małopolskiego ZPN i Edward
Potok z Łódzkiego ZPN.
Frajda z pełnienia funkcji pozwala każdemu z nich leczyć kompleksy. Są wodzirejami zastępów, które na pijackich imprezach do znudzenia skandują imię obecnego prezesa PZPN.
Gwardziści:
Marian Rapa prezes Lubelskiego ZPN, były major SB. To tak wszechstronny działacz, że z powodzeniem łączy funkcję szefa wojewódzkiego związku z funkcją
kwalifikatora, oceniającego sędziów I i II ligi. Podobnym talentem natura obdarzyła także Kazimierza Fiedorowicza z Warmińsko-Mazurskiego ZPN oraz Henryka Klocka z Pomorskiego ZPN. Ten ostatni,
po aresztowaniu prezesa Arki Gdynia, jakby nieco zmarkotniał. Być może okoliczności awansu Arki do I ligi w sezonie 2004/05 śnią mu się po nocach.
Błazny:
Bruno Tomaszek z Opolskiego ZPN, Jan Bednarek z Zachodniopomorskiego ZPN i Kazimierz Greń z Podkarpackiego ZPN to grupa błaznów. Pierwszy z nich, szef komisji rewizyjnej związku, wszystkich
rozśmieszył refleksem. Niczego złego w działalności PZPN przez lata nie dostrzegał. Ale przed rokiem zaprotestował przeciw lewej licencji dla Widzewa Łódź, by po kilku dniach udać, że...
chyba się pomylił.
Jan Bednarek rozśmiesza podwójnie. Nie dość, że został posłem Samoobrony, otrzymując raptem kilkaset głosów, to na dodatek zorganizował potajemny spęd kolegów. Niby knuł przeciw
Listkiewiczowi, ale robił to całkiem bezpiecznie. Bo w obecności zaproszonego Kolatora. Kompanem Bednarka jest Greń. On często
krytykuje PZPN. Ale kiedy tylko pojawi się w Warszawie, w ogóle przestaje się odzywać.