A do tego obcokrajowiec na stanowisku selekcjonera i to jeszcze zatrudniony... na czarno, korowody z niedoszłą dymisją Michała Listkiewicza. Aż wreszcie niesłychany czysto sportowy sukces -
w niesamowitym stylu odniesione zwycięstwo nad Portugalią. Dzięki temu pojawiła się odrobina wątpliwości w potocznym twierdzeniu, że polska piłka AD 2006 to wyłącznie jedno wielkie bagno.
Poczytajmy.
18 kwietnia
Pierwszy numer Dziennika. Od razu trafna ocena. "Polacy przed mundialem - silni, zwarci, niegotowi".
19 kwietnia
Drugi trener reprezentacji odwiedza w Anglii Tomasza Frankowskiego. "Z Frankowskim nie jest tak źle, jak ostatnio mówią" - ocenia. Potem barwnie opowiada: "Z Frankowskim
jest jak z mercedesem, któremu oderwano firmowy, charakterystyczny znaczek. Trochę gorzej wygląda, ale ciągle dobrze jeździ..."
Tego samego dnia Dan Petrescu mówi do naszego dziennikarza: "Nie lubię ciebie i twoich kolegów. Nie traktujecie mnie fair. Nie usłyszałem na swój temat dobrego słowa".
20 kwietnia
Antoni Ptak zapowiada czystkę w Pogoni Szczecin.
22 kwietnia
Petrescu to w Polsce gorący temat. Franciszek Smuda mówi: "Od samego grania w Chelsea nikt jeszcze nie został dobrym trenerem...". Po chwili wkurza się na dobre i grzmi:
"Jakim prawem on obraża polskich trenerów? Kiedy my chodziliśmy do szkół, on gonił na bosaka po kukurydzianych polach".
26 kwietnia
Jeden bankrut w Polsce więcej. Nasz dziennikarz mówi do Seweryna Gancarczyka: "Pański menedżer Grzegorz Bednarz przyjmuje zakłady, że rozpocznie pan mecz z Ekwadorem na mundialu w
podstawowym składzie...". Obrońca marzący o grze w kadrze odpowiada: "Cóż, postaram się, aby nie został bankrutem!". Uprzedźmy fakty - Seweryn nie zagra w mundialu
nawet minuty. Więcej w DZIENNIKU.