Dziennik Gazeta Prawana logo

Polscy szczypiorniści świętowali srebrne medale

12 października 2007, 15:27
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Cóż to była za noc! Śmiechom, żartom i hulankom nie było końca. Zawodnicy Bogdana Wenty pokazali, że potrafią się bawić równie dobrze, jak grać w piłkę ręczną. Jednak wicemistrzowie świata zasłużyli sobie na szampańską zabawę.

Po finałowym meczu z Niemcami biało-czerwoni wrócili do swojej kwatery w podkolońskim Koenigswinter około dziesiątej wieczorem. "Jeszcze trochę martwimy się przegranym finałem, ale pomału dociera do nas, jak wielki sukces osiągnęliśmy" - mówił "Faktowi" Grzegorz Tkaczyk.

Jak przystało na prawdziwego wodza, sygnał do zabawy w hotelowej restauracji dał Bogdan Wenta. "Dzisiaj nie chcę nikogo widzieć trzeźwego!" - zakrzyknął gromko trener wicemistrzów świata i dla przykładu pociągnął solidny łyk drinka.

Piłkarzom nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Kiedy turniejowe napięcie już ich opuściło, pokazali, że są zgraną paczką nie tylko na boisku, ale i w zabawie.
"Bardzo lubimy przebywać w swoim towarzystwie. Bogdan wprowadził w reprezentacji żelazne zasady: kiedy praca, to zapieprzamy, a kiedy zabawa, to na całego. Wszyscy musieli się temu podporządkować" - śmieje się Bartosz Jurecki.

Nic dziwnego, że Wenta potrafi doskonale dotrzeć do zawodników. Jeszcze cztery lata temu sam grał w piłkę ręczną i świetnie wie, kiedy trzeba graczom poluzować, a kiedy przykręcić śrubę.

Hitem wieczoru były cygara. Najbardziej do twarzy z karaibskim "przysmakiem" palaczy było Damianowi Wleklakowi. Pozostali także nie kryli się z paleniem, choć więcej w tym było śmiechu niż zaciągania się dymem.

Spore zainteresowanie płci przeciwnej wzbudzał podczas zabawy Marcin Lijewski, który dumnie paradował w koszulce najlepszego prawego rozgrywającego mistrzostw. W pewnym momencie zawodnika niemieckiego Flensburga otoczył wianuszek pięknych dziewcząt. Okazało się jednak, że nie zamierzają zerwać z Marcina pamiątkowego t-shirtu, a jedynie marzą o jego autografie. Zresztą na nic więcej nie miałyby szans, bo "Lijka" przez cały czas bacznie obserwowała żona Justyna.

Zawodnicy długo jeszcze dyskutowali, czy można było pokonać Niemców i zdobyć mistrzostwo. O swawolach do białego rana nie było jednak mowy, bo każdy był potwornie zmęczony zarówno stresującym dniem finału, jak i całym turniejem. "Następnym razem zrewanżujemy się Niemcom" - zapowiadali gracze, rozchodząc się o godzinie pierwszej do pokoi. Trzymamy za słowo!

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj