Podczas czwartkowej rozprawy biegli nie byli zgodni w ocenie przyczyn wypadku samochodowego mistrzyni olimpijskiej. Dwóch z nich uznało, że nie złamała prawa podczas manewru wyprzedzania. Marek Stodulski i Jan Diupero zeznali, że Otylia jechała z prędkością 108 km/h. Ale tłumaczyli, że przy wyprzedzaniu zdarza się przekraczać dozwoloną prędkość. Przekonywali, że feralny odcinek drogi był źle oznakowany - nie było ostrzeżenia przed wzniesieniem. "Często zdarza się tak, że udany manewr wyprzedzania samochodu poprzedzającego upewnia kierowcę jadącego z tyłu, że on także może podjąć wyprzedzanie" - mówili.
Jednak niewiele wcześniej inny biegły, Janusz Gryglewski, mówił, że Jędrzejczak jechała za szybko - około 110 km/h. Nie miała też odpowiednich warunków, by bezpiecznie wyprzedzać.
Teraz to sąd zdecyduje, co dalej zrobić ze sprzecznymi opiniami biegłych.
W aktach znajdują się jeszcze trzy inne analizy. Trzecia - decydująca - stwierdza, że Otylia jechała za szybko i źle wykonała manewr wyprzedzania. Biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa nie mieli wątpliwości - winę za wypadek ponosi pływaczka.