Austriacki kolarz Christian Pfannberger miał szczęście w nieszczęściu. Startujący w zawodowej grupie Elk Haus-Simplon trenował przed wyścigiem na Wyspach Kanaryjskich i wpadł pod taksówkę, ale nie odniósł poważniejszych obrażeń.
Skończyło się tylko na kilku siniakach i startej skórze, czy jak to mówią kolarze - na szlifach. "W pierwszej chwili pomyślałem, że mam złamaną kość podudzia. Na szczęście obyło się bez złamań. Miałem chyba aż trzech aniołów stróżów" - przyznał 27-letni Pfannberger.
Wyścig Gran Canaria, w którym startuje Pfannberger jest pechowy dla Austriaków. W zeszłym roku Ralph Scherzer z ekipy Swiag Teka wpadł pod samochód i doznał poważnych obrażeń płuc. Przeżył tylko dlatego, że w pobliżu był lekarz.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl