Dziennik Gazeta Prawana logo

Otylia Jędrzejczak: W Melbourne wszystko jest możliwe

12 października 2007, 16:24
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Otylia Jędrzejczak do dzisiaj pamięta niesamowity doping przed finałem 200 m stylem motylkowym podczas igrzysk olimpijskich w Sydney. "Wtedy dosłownie trzęsły mi się kolana" - wspomina. Zdaniem naszej pływaczki, w trakcie walki o medale mistrzostw świata w Melbourne na trybunach będzie równie gorąco.

Po raz pierwszy od igrzysk olimpijskich w Atenach przepracowała Pani cały cykl przygotowawczy przed ważną imprezą. Czy dzięki temu z większym spokojem podejdzie Pani do mistrzostw świata?
Nie do końca. Nerwy będą i tak ogromne, bo to przecież niesamowicie ważna impreza. Ale cieszę się, że udało się uniknąć jakichś większych przeszkód w treningu i większość cyklu przepracowałam solidnie. Dla każdego zawodnika systematyka podczas całych przygotowań jest bardzo ważna, bo dobry wynik w dużej mierze zależy od bazy kilometrażowej i właśnie systematyczności. Ale z drugiej strony ja mam już w sobie taką bazę jeszcze sprzed igrzysk olimpijskich w Atenach. Wtedy pływałam naprawdę bardzo dużo i to także teraz w jakiś sposób procentuje. A wracając do pełnego cyklu to trzeba pamiętać, że tym razem jest on znacznie krótszy niż zwykle. Mistrzostwa są nie w wakacje tylko już w marcu, czyli na początku australijskiej jesieni. Zaledwie osiem miesięcy temu pływaliśmy w mistrzostwach Europy, więc do pełnego roku przygotowań sporo zabrakło.

Pewne przeszkody w przygotowaniach jednak były. Kilka razy zawiodło zdrowie. Na przykład podczas zgrupowania na Florydzie na przełomie stycznia i lutego przez tydzień praktycznie Pani nie trenowała. Jakie mogą mieć znaczenie takie przerwy w treningu, zakłócające przecież szczegółowo opracowany program zadań do zrealizowania przed tak ważną imprezą?
Jak się nie trenuje przez chorobę, to w głowie zawodnika zawsze pojawia się coś takiego, że nie robię jakiegoś zadania, a inni je robią, nie pływam tyle i tyle tylko mniej, potem pływa mi się gorzej, a inni pływają lepiej. Ja bardzo często porównuję się w takiej sytuacji z innymi i to jest mój błąd, bo od razu wywołuję jakieś niepotrzebne nerwy. Muszę przypominać sobie, że pływanie jest sportem indywidualnym i trzeba patrzeć na siebie. Ale i tak po powrocie do treningów zawsze staram się w jakiś sposób nadrobić stracony czas i jeszcze bardziej się przykładam do realizowania zadań. Mam nadzieję, że te przerwy nie będą miały większego wpływu na formę w Melbourne. Zresztą wszyscy podlegamy tym samym prawom, zawsze zdarzy się jedna czy druga choroba. Trzeba po prostu dbać o siebie i starać się, żeby tych przerw było jak najmniej. Trener powtarza, że u mnie najważniejsza jest systematyczność. Nawet jak słabiej trenuję, bo jestem zmęczona czy nie czuję się najlepiej to i tak lepiej niż gdybym w ogóle nie wchodziła do wody. Dlatego w tym ostatnim roku tych dni zupełnie bez pływania było raczej niewiele.

Tym razem przygotowania były inne niż w ostatnich latach, bowiem podczas zgrupowania w USA zabrakło trenera Pawła Słomińskiego.
Rzeczywiście nigdy się na tak długo nie rozstawaliśmy w treningu. Bez niego na Florydzie na pewno było inaczej. Pracowałam z trenerem Wiederkiem, którego bardzo cenię. Wprowadził nowe elementy techniczne, pływaliśmy dużo zmiennego. Robiliśmy bardzo dużo siły i na lądzie i w wodzie. Jestem zdania, że każda zmiana daje nam coś nowego. I z tego punktu widzenia chwilowa zmiana trenera była dobra. Ale nawet tak krótkie rozstanie dało mi do zrozumienia jak wiele trener dla mnie znaczy jako osoba prowadząca mnie i taka której ufam. Tamto zgrupowanie jeszcze przeżyłam, ale nie wyobrażam sobie, żebym jechała na zawody bez niego.

Przed mistrzostwami świata w Montrealu w 2005 roku trenowała Pani tylko pół roku. Mimo to w swojej koronnej konkurencji, 200 m stylem motylkowym, stoczyła Pani zwycięski bój z Australijką Jessiką Schipper okraszony rekordem świata. Trener Paweł Słomiński mówił wprost, że nie była Pani przygotowana na taki wynik.
Tamten wyścig pokazał, że wszystko jest możliwe, niczego nie da się tak do końca przewidzieć. Tam zaprocentowała na pewno bardzo mocna praca wykonana przed igrzyskami w Atenach. To były trzy lata ciężkiej pracy. Dlatego nawet te pół roku przerwy w pływaniu po igrzyskach nie mogło tego przekreślić, nie miało to tak dużego wpływu. Tym bardziej że jak już wróciłam na basen to trenowałam ciężko i systematycznie. Nie pamiętam żadnych przerw spowodowanych kłopotami ze zdrowiem. Ale z tego, że wtedy po pół roku treningów zrobiłam taki wynik nie można wyciągać wniosków na te mistrzostwa. Nie wiadomo czego można się spodziewać tym razem, bo teraz zamiast trzech lat solidnie przepracowanych mam niecałe trzy lata z dużymi przerwami. Chociaż ten ostatni rok był rzeczywiście udany, trenowałam solidnie.

Wyścig w Montrealu miał kontrowersyjne zakończenie. Wydawało się, że dotknęła Pani ściany basenu jedną ręką, ale Australijczycy nie złożyli protestu, a zdaniem sędziów dopłynięcie było prawidłowe. Czy tym razem tamta sytuacja będzie miała jakiekolwiek znaczenie?
Jakoś nie wracam pamięcią do tamtego wyścigu. Mam go gdzieś nagrany, ale nawet nie wiem, gdzie. Jedyne wyścigi, które mam pod ręką to te z Berlina, kiedy po raz pierwszy biłam rekord świata i ten z igrzysk w Atenach. Czasami je oglądam. Do innych sięgam bardzo rzadko. Na pewno teraz będzie to taki wyścig, na który wszyscy będą zwracali uwagę, na pewno będą przywoływane kontrowersje z Montrealu. Poza tym Schipper to przecież Australijka i publiczność będzie stała za nią murem. Na pewno u siebie w domu będzie się czuła mocniej psychicznie, chociaż z drugiej strony to także duże obciążenie. Jeśli chodzi o sam wyścig, to będzie, co będzie. Jak przegram, to przegram. Nie będzie to nie wiadomo jaka straszna tragedia, bo rekord świata już mi i tak odebrała i w tym sensie już jest lepsza. Ja uważam, że w Montrealu wszystko zrobiłam dobrze, dotknęłam ściany jako pierwsza i będę się starała, żeby w Melbourne było tak samo.

Aby wygrać trzeba będzie poprawić rekord świata?
Nie wiem. Każdy wyścig jest inny. Czasami są takie zawody, w których wydaje się, że ta która wygra musi pobić rekord świata i tak się dzieje, ale czasami wszyscy przewidują rekord i tak się nie dzieje. Przed igrzyskami w Atenach też mówiono, że 200 m delfinem to może być wyścig, w którym padnie rekord świata. A jednak nie padł, chociaż były dwa wartościowe wyniki. Myślę, że będziemy musiały z Schipper popłynąć bardzo mocno, że będzie duża walka. Ale reszty nie można przewidzieć. Zresztą wydaje mi się, że całe te mistrzostwa świata będą bardzo mocną imprezą, bo to ostatni sprawdzian przed igrzyskami w Pekinie. Przyjadą wszyscy znani, ale pojawią się też nowi dobrzy zawodnicy.

Niedawno mówiła Pani, że mistrzostwa odbędą się w "jaskini lwa". Co Pani przez to rozumie?
W Australii pływanie jest sportem narodowym. Doping kibiców będzie niesamowity. Dla zawodników z innych krajów pod względem publiczności te zawody będą bardzo ciężkie. Dużo rozegra się w sferze psychiki. Na ten doping trzeba będzie się nastawić, żeby stres nie zjadł tego co się wypracowało. Pamiętam igrzyska w Sydney, kiedy trybuny były olbrzymie i zapełnione co do jednej osoby. Huk był nieprawdopodobny. Kiedy zapowiadano uczestniczki finału i wyczytywano dwie Australijki między którymi stałam to trzęsły mi się kolana i nie miałam ochoty wchodzić na słupek (Jędrzejczak zajęła piąte miejsce - red.). To trzeba umieć przezwyciężyć. Ja nie mówię, że oni będą źle nastawieni do innego kraju czy jakiegoś zawodnika, bo nie będą. Dlatego można ten pozytywny doping spróbować wykorzystać, żeby dodać sobie tzw. powera. Inaczej ten hałas może spalić. Jestem starsza o te prawie siedem lat i bardziej doświadczona. To na pewno pomoże.

Proszę powiedzieć nieco więcej o wspomnieniach z igrzysk olimpijskich w Sydney i Igrzysk Dobrej Woli w Brisbane.
Igrzyska olimpijskie wspominam bardzo dobrze, jako duży krok w rozwoju mojej kariery. To była moja trzecia duża impreza, rywalizowałam z czołówką światową, pobiłam swój pierwszy rekord Europy, poczułam tą bardzo mocną atmosferę zawodów. Tam naprawdę zobaczyłam jak bardzo można dopingować pływaków i jak olbrzymia ilość kibiców może przyjść, żeby nas oglądać. A przy tym nastawienie do sportowców wtedy od strony kibiców było niesamowite. Na mieście witali nas, zadawali pytania co uprawiasz, co robisz, co cię interesuje. To było coś niesamowitego. Dla 16-latki to było coś co dodawało sił do dalszego treningu i wielka nauka na przyszłość. Rywalizacja w Brisbane rok później już nie miała takiego ciężaru, takiej głębi, ale były to bardzo przyjemne zawody.

Jakie dystanse będzie Pani płynąć?
200 metrów delfinem, 200 kraulem i 400 kraulem. Do tego dochodzi sztafeta. Będzie sporo pływania, ale nie chciałabym powtórki z ostatnich mistrzostw Europy, kiedy między startami miałam cztery dni przerwy. Czasami będzie dosyć gęsto. Między finałem 200 metrów kraulem a półfinałem delfina będę miała dziesięć-piętnaście minut. Ale tak naprawdę w Melbourne jest ostatni czas, żeby zaryzykować i sprawdzić jak uda się te dwa starty tak blisko siebie pogodzić. Mistrzostwa świata są oczywiście bardzo ważną imprezą i jesteśmy rozliczani z wyników, ale jeżeli mam ryzykować to raczej tam niż podczas igrzysk. W Pekinie będzie podobny plan, finał 200 metrów kraulem i półfinał delfinem są też bardzo blisko. O celach tradycyjnie nie mówię, także dlatego, że wiem jak bardzo sport jest nieprzewidywalny. Na pewno będę walczyła o finały. A później założenia są takie, żeby płynąć mocno i mądrze od startu do mety. Sama jestem ciekawa, jak wyjdzie ściganie się na 400 metrów. Dawno nie pływałam tego dystansu na długim basenie. Po raz ostatni na igrzyskach w Atenach. To będzie pierwszy start w tych mistrzostwach, ważny także w tym sensie, że pozwoli oswoić się z basenem i z atmosferą. Ale zdecydowanie najważniejsze będą te dwa kolejne starty indywidualne.

Najjaśniejsze gwiazdy tych mistrzostw świata?
Na pewno bardzo mocny będzie Phelps i będzie pływał bardzo dużo. Dla Australijczyków po zakończeniu kariery przez Thorpe'a numerem jeden będzie Hackett. Wśród kobiet na pewno gwiazdą będzie Manaudou, która podobnie jak Phelps, będzie pływała sporo. Ciekawy będzie powrót Kłoczkowej, starty Lenton. Jak zawsze na zakończenie zobaczymy zestawienie multimedalistów. Ale ja wychodzę z założenia, że nie tylko ilość jest ważna, ale także jakość. Poza tym każdy medal ma swoją wartość, do historii można przejść jednym wynikiem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj