Michael Phelps to legenda pływania. Amerykanin już 18 razy bił rekordy świata. Niedawno poprawił go na 200 metrów stylem motylkowym. Na tym dystansie podczas mistrzostw świata będzie się ścigał z Polakiem, Pawłem Korzeniowskim. "Już nie mogę się doczekać tego pojedynku" - mówi DZIENNIKOWI.
Po raz piąty w karierze poprawił pan rekord świata na 200 m stylem motylkowym. Tym razem podczas Toyota Grand Prix Missouri. Chyba sam był pan
zaskoczony?
Rzeczywiście, na początku nie mogłem uwierzyć. Nie sądziłem, że będę w stanie go już poprawić. Najpierw myślałem, że uzyskałem 1.56,71, ale słyszałem tak strasznie krzyczących kibiców. Dopiero kiedy zdjąłem okularki zobaczyłem, że czas jest o trzy sekundy lepszy.
Polak Paweł Korzeniowski powiedział, że rozpala go wizja odebrania panu tego rekordu.
Korzeniowski może mówić, co chce. Ja w mistrzostwach też chcę poprawić własne wyniki. Ten rekord da mi jeszcze więcej wiary we własne możliwości. Jeśli wykonałem dobrą pracę, ona przyniesie efekt. Ale gdy ktoś poprawi mój rekord, to nic się nie stanie. Przyznam, że nie mogę doczekać się ścigania z Pawłem, bo nigdy jeszcze razem nie startowaliśmy. Tak samo czekam na wyścig z Laszlo Csehem na 400 m zmiennym i Pieterem van den Hoogenbandem na 200 m dowolnym.
Nie sądzi pan, że w pewnym momencie będzie musiał skupić się na jednym stylu i dystansie, aby konkurować z młodszymi zawodnikami?
Lubię wyzwania. Lubię ścigać się z najlepszymi na świecie. Wiem, że to niełatwe pływać na najwyższym poziomie na tylu dystansach różnymi stylami. Ale to jest to, co chciałem zawsze robić. Kocham pływanie. Moim celem jest odmienić tę dyscyplinę. Nikt nie próbuje - tak jak ja - ścigać się na tylu różnych dystansach w jednych zawodach. I będę dalej starał się to robić do skutku
Trener to akceptuje?
Mój trener nadaje na tych samych falach. Obaj chcemy dokonać rewolucji w pływaniu. Obaj wierzymy, że osiągniemy nasz cel. Trener akceptuje moje pomysły. Często rozmawiamy, myślimy podobnie, chcemy tego samego.
Nie bardzo rozumiem, co pan chce zmienić w pływaniu?
Pracuję, by zmienić image pływania. Pływacy nie są w USA bohaterami mediów. Ja chcę zmienić tę dyscyplinę tak, by przyciągać więcej kibiców na trybuny. Mam agenta, z którym realizujemy program "Pływaj z Gwiazdami". Przyciągamy ludzi, rozbudzamy zainteresowanie. Do niedawna nie było pływaków na okładkach gazet, magazynów, w reklamach. Nasze wyczyny nie były eksponowane w wiadomościach. Od 2004 r. wiele się zmienia. Do igrzysk w Pekinie zostało 1,5 roku. To czas, by pływanie szybko zyskiwało na znaczeniu. Chcę mieć w tym jak największy udział.
Co pana do tego skłoniło?
Gdy byłem w szkole średniej, ludzie mówili: "To ty trenujesz pływanie? Nasze treningi futbolu amerykańskiego są znacznie trudniejsze". Ja chciałbym zobaczyć ich pływających przez dwie godziny. Mój agent przepływa codziennie około mili i mówi, że to najtrudniejsza rzecz, jaką robi. Ja chcę, by pływanie zostało właściwie docenione.
Myśli pan, że może zmienić wizerunek pływania swoimi wynikami?
Jeszcze kilka lat temu mecze pływackie Australia-USA nie były emitowane przez NBC w paśmie najwyższej oglądalności. Od kilku lat media poświęcają tej dyscyplinie więcej miejsca. Ludzie, z którymi chodziłem do szkoły w Michigan, przysyłają mi sms-y: "Hej, widziałem cię w telewizji w niedzielę".
Ile mil przepływa pan tygodniowo?
Nie wiem. Nie do mnie to pytanie. Ja robię wszystko, o co prosi mnie trener. Prawie wszystko.
Szykuje pan formę na mistrzostwa świata, czy to tylko forma przygotowań do igrzysk?
Jestem zawodowym sportowcem. Przez siedem dni mistrzostw będę startował w 17 wyścigach. Po udanym starcie będę miał czas na pozyskiwanie sponsorów i dogrywanie spraw organizacyjnych przed igrzyskami.
Dla Australijczyków pływanie to sport numer jeden. Pasuje panu szalona atmosfera, jaka zapanuje w Melbourne?
Tak. Niesamowite jest ściganie na obiekcie, na którym zasiada piętnaście tysięcy oddanych tej dyscyplinie fanów, z których każdy zna wszystkie najważniejsze nazwiska tego sportu. W Australii jestem rozpoznawany na ulicy. Chciałbym, żeby tak było w USA.
Kibice w USA nie rozpoznają pana?
Teraz prawie wcale. Zarost i czapka robią swoje.
Skąd pomysł na zarost?
Nie wiem, z lenistwa? To nic wielkiego.
Na ile medali liczy pan w Pekinie? W Europie zwykliśmy mawiać, że gospodarzom pomagają ściany.
Mogę kontrolować tylko to, co sam robię, na innych nie mam wpływu. Jadąc do Aten, mówiłem, że zadowoli mnie jeden złoty medal. Ilu ludzi na świecie może powiedzieć, że zdobyło złoty medal olimpijski? Wizja każdego złotego medalu zdobytego w Pekinie mnie podnieca.
Zaczynał pan pływać na najwyższym poziomie, będąc jeszcze dzieckiem (w igrzyskach w Sydney miał 15 lat). Igrzyska w Pekinie będą pana trzecimi.
Dorastałem, obcując z olimpijczykami. Sporo się od każdego nauczyłem, podpatrywałem najlepszych. Lata mijają, a ciągle są rzeczy, które muszę poprawić. Sporo brakuje mi do doskonałości, zarówno w basenie, jak i poza nim.
Podkreśla pan, że ogromną rolę w pana karierze odegrała mama.
Moi rodzicie rozeszli się, kiedy miałem siedem lat. Zostałem z siostrami i mamą. Ona nas wychowała i to, co osiągnąłem w życiu, to jej zasługa. Jest dyrektorką w szkole średniej, więc pracuje dużo i ciężko. Doceniam jej trud. Dla mnie i dla moich sióstr mama wiele znaczy. Będzie ze mną w Melbourne.
Rzeczywiście, na początku nie mogłem uwierzyć. Nie sądziłem, że będę w stanie go już poprawić. Najpierw myślałem, że uzyskałem 1.56,71, ale słyszałem tak strasznie krzyczących kibiców. Dopiero kiedy zdjąłem okularki zobaczyłem, że czas jest o trzy sekundy lepszy.
Polak Paweł Korzeniowski powiedział, że rozpala go wizja odebrania panu tego rekordu.
Korzeniowski może mówić, co chce. Ja w mistrzostwach też chcę poprawić własne wyniki. Ten rekord da mi jeszcze więcej wiary we własne możliwości. Jeśli wykonałem dobrą pracę, ona przyniesie efekt. Ale gdy ktoś poprawi mój rekord, to nic się nie stanie. Przyznam, że nie mogę doczekać się ścigania z Pawłem, bo nigdy jeszcze razem nie startowaliśmy. Tak samo czekam na wyścig z Laszlo Csehem na 400 m zmiennym i Pieterem van den Hoogenbandem na 200 m dowolnym.
Nie sądzi pan, że w pewnym momencie będzie musiał skupić się na jednym stylu i dystansie, aby konkurować z młodszymi zawodnikami?
Lubię wyzwania. Lubię ścigać się z najlepszymi na świecie. Wiem, że to niełatwe pływać na najwyższym poziomie na tylu dystansach różnymi stylami. Ale to jest to, co chciałem zawsze robić. Kocham pływanie. Moim celem jest odmienić tę dyscyplinę. Nikt nie próbuje - tak jak ja - ścigać się na tylu różnych dystansach w jednych zawodach. I będę dalej starał się to robić do skutku
Trener to akceptuje?
Mój trener nadaje na tych samych falach. Obaj chcemy dokonać rewolucji w pływaniu. Obaj wierzymy, że osiągniemy nasz cel. Trener akceptuje moje pomysły. Często rozmawiamy, myślimy podobnie, chcemy tego samego.
Nie bardzo rozumiem, co pan chce zmienić w pływaniu?
Pracuję, by zmienić image pływania. Pływacy nie są w USA bohaterami mediów. Ja chcę zmienić tę dyscyplinę tak, by przyciągać więcej kibiców na trybuny. Mam agenta, z którym realizujemy program "Pływaj z Gwiazdami". Przyciągamy ludzi, rozbudzamy zainteresowanie. Do niedawna nie było pływaków na okładkach gazet, magazynów, w reklamach. Nasze wyczyny nie były eksponowane w wiadomościach. Od 2004 r. wiele się zmienia. Do igrzysk w Pekinie zostało 1,5 roku. To czas, by pływanie szybko zyskiwało na znaczeniu. Chcę mieć w tym jak największy udział.
Co pana do tego skłoniło?
Gdy byłem w szkole średniej, ludzie mówili: "To ty trenujesz pływanie? Nasze treningi futbolu amerykańskiego są znacznie trudniejsze". Ja chciałbym zobaczyć ich pływających przez dwie godziny. Mój agent przepływa codziennie około mili i mówi, że to najtrudniejsza rzecz, jaką robi. Ja chcę, by pływanie zostało właściwie docenione.
Myśli pan, że może zmienić wizerunek pływania swoimi wynikami?
Jeszcze kilka lat temu mecze pływackie Australia-USA nie były emitowane przez NBC w paśmie najwyższej oglądalności. Od kilku lat media poświęcają tej dyscyplinie więcej miejsca. Ludzie, z którymi chodziłem do szkoły w Michigan, przysyłają mi sms-y: "Hej, widziałem cię w telewizji w niedzielę".
Ile mil przepływa pan tygodniowo?
Nie wiem. Nie do mnie to pytanie. Ja robię wszystko, o co prosi mnie trener. Prawie wszystko.
Szykuje pan formę na mistrzostwa świata, czy to tylko forma przygotowań do igrzysk?
Jestem zawodowym sportowcem. Przez siedem dni mistrzostw będę startował w 17 wyścigach. Po udanym starcie będę miał czas na pozyskiwanie sponsorów i dogrywanie spraw organizacyjnych przed igrzyskami.
Dla Australijczyków pływanie to sport numer jeden. Pasuje panu szalona atmosfera, jaka zapanuje w Melbourne?
Tak. Niesamowite jest ściganie na obiekcie, na którym zasiada piętnaście tysięcy oddanych tej dyscyplinie fanów, z których każdy zna wszystkie najważniejsze nazwiska tego sportu. W Australii jestem rozpoznawany na ulicy. Chciałbym, żeby tak było w USA.
Kibice w USA nie rozpoznają pana?
Teraz prawie wcale. Zarost i czapka robią swoje.
Skąd pomysł na zarost?
Nie wiem, z lenistwa? To nic wielkiego.
Na ile medali liczy pan w Pekinie? W Europie zwykliśmy mawiać, że gospodarzom pomagają ściany.
Mogę kontrolować tylko to, co sam robię, na innych nie mam wpływu. Jadąc do Aten, mówiłem, że zadowoli mnie jeden złoty medal. Ilu ludzi na świecie może powiedzieć, że zdobyło złoty medal olimpijski? Wizja każdego złotego medalu zdobytego w Pekinie mnie podnieca.
Zaczynał pan pływać na najwyższym poziomie, będąc jeszcze dzieckiem (w igrzyskach w Sydney miał 15 lat). Igrzyska w Pekinie będą pana trzecimi.
Dorastałem, obcując z olimpijczykami. Sporo się od każdego nauczyłem, podpatrywałem najlepszych. Lata mijają, a ciągle są rzeczy, które muszę poprawić. Sporo brakuje mi do doskonałości, zarówno w basenie, jak i poza nim.
Podkreśla pan, że ogromną rolę w pana karierze odegrała mama.
Moi rodzicie rozeszli się, kiedy miałem siedem lat. Zostałem z siostrami i mamą. Ona nas wychowała i to, co osiągnąłem w życiu, to jej zasługa. Jest dyrektorką w szkole średniej, więc pracuje dużo i ciężko. Doceniam jej trud. Dla mnie i dla moich sióstr mama wiele znaczy. Będzie ze mną w Melbourne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|