Dziennik Gazeta Prawana logo

Michael Phelps pływa szybko, bo śpi jak kamień

13 października 2007, 13:53
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Otylia Jędrzejczak nie spała prawie do trzeciej w noc poprzedzającej najważniejszy start od dwóch lat. Nie mogła sobie poradzić z nerwami. Amerykanin Michael Phelps nie ma takich problemów. Największy pływak naszych czasów bierze po prostu leki nasenne - pisze DZIENNIK.

"Dwie tabletki Ambienu. Chcę mieć całkowitą pewność, że prześpię całą noc, choćby na około waliło się i paliło" - zdradził dziennikarzom Phelps. A więc i on ma jakieś słabsze strony. W Melbourne bije rekordy świata na zawołanie i jest mu wszystko jedno jakim stylem. We wtorek kraulem, w środę motylkiem, w czwartek stylem zmiennym. Rywale Phelpsa popadają w kompleksy.

"Z Phelpsem nie da się wygrać, on jest poza zasięgiem" - mówił Paweł Korzeniowski dzień przed wyścigiem na 200 m motylkiem, w którym bronił złotego medalu.

Ta ostatnia noc przed startem ma często kluczowe znaczenie dla wyniku. Można w łóżku przegrać swój start. Psychologowie sportu mówią o gorączce przedstartowej. Zdarza się bowiem, że zawodnik z nerwów dostaje podwyższonej temperatury. Uczą metod autorelaksacyjnych, bo w taką noc liczenie baranów już nie pomaga. Trzeba umieć samemu przeprowadzić ćwiczenia oddechowe.

Phelps sięga jednak po najbrutalniejszą metodę - środki psychoaktywne. Ambien to silny lek. Według zaleceń lekarzy powinno się zażyć 1/2 tabletki, gdy ma się kłopot z zaśnięciem (środek ten jest także stosowany do wybudzania osób ze śpiączki, zażywają go też czasem osoby uzależnione). Ale dwie tabletki?! Po takiej ilości normalny człowiek czuje się jakby dostał obuchem w głowę. Traci przytomność, nie ma kontaktu ze światem. Phelps, jak każdy mistrz, ma swoje lęki. Jego opiekunowie zastosowali więc mocne leki, by uchronić go od stresu.

A ten dotyka największe gwiazdy. Nawet po zakończeniu przez nie kariery. Przykładem jest Ian Thorpe, który nie wytrzymał stresu. Skończył karierę tuż przed mistrzostwami w Melbourne. A gdy Phelps odzierał go z rekordu nie pojawił się na pływalni. Oficjalna wersja brzmi: Thorpe poleciał do Adelajdy na mecz piłkarski Australii z Arabią Saudyjską. To słabe wytłumaczenie, bo futbol w Australii jest tak popularny, jak pływanie w Polsce. To tak, jakby Jerzy Dudek zamiast na finał Champions League w Liverpoolu, pojechał na Grand Prix Polski w pływaniu do Gorzowa.

Phelps nie krył rozczarowania z nieobecności Thorpe'a. "Zanim Ian przeszedł na emeryturę chciałem przylecieć do jego kraju i z nim powalczyć. Ale on już nie pływa. To jego strata. Nie będę płakał z tego powodu. Z tym, że przyjechałem do Australii, by promować naszą wspólną dyscyplinę. A gdzie on jest? W samolocie?" - pyta Amerykanin.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj