Nawałka zastąpił w Wiśle Dragomira Okukę i na wiosnę pod jego wodzą zespoł spod Wawelu miał walczyć o odzyskanie mistrzowskiego tytułu. Jednak na 10 kolejek przed końcem rozgrywek ma
na to tylko matematyczne szansę. Mało tego, krakowianie nie mogą być też pewni gry w europejskich pucharach. Dla najlepszego w ostatnich latach klubu w naszej lidze to katastrofa.
Według osób z bliskiego kręgu kierownictwa Wisły za taki stan rzeczy utratą posady zapłaci Nawałka. Podobno obecny szkoleniowiec Wisły już by nie prowadził piłkarzy "Białej
Gwiazdy", ale w tej chwili szefowie krakowskiego klubu nie mają dla niego odpowiedniego następcy.
Dlatego do zmiany na trenerskim stołku w Wiśle raczej dojdzie po zakończeniu rozgrywek. Chyba, że wiślacy przegrają w najbliższej kolejce z ostatnią w tabeli Pogonią Szczecin. Wtedy ludzie
rządzący klubem mogą nie czekać do lata i już w przyszłym tygodniu zwolnią Nawałkę.
Taki sam los po najbliższym meczu może spotkać szkoleniowca Lecha Poznań. Franciszek Smuda miał doprowadzić "Kolejorza" do gry w europejskich pucharach. W tej chwili jednak
nie ma już na to szans. Lech odpadł z Pucharu Polski, a w lidze spisuje się słabo i do zespołu, który jest na miejscu gwarantującym udział w europejskich rozgrywkach traci aż 13.
punktów.
Jeśli "Kolejorz" w 21. kolejce Orange Ekstraklasy przegra w derbach Wielkopolski z Dyskobolią Grodzisk Wlkp., to Smuda prawdopodobnie pożegna się z pracą w klubie z
Poznania.