Kiedy obudził się pan następnego dnia po zwycięstwie Agnieszki nad Szarapową, pomyślał pan, że to był tylko sen?
Nie, nie... W czasie meczu i krótko po nim przeżyliśmy wielką euforię. Ale kiedy emocje opadły, pomyślałem, że w końcu gramy po to, żeby wygrywać. To nie był szczęśliwy traf. Nie wygrałem miliona w totka. Pracowaliśmy na to razem przez trzynaście lat. Już nawet nie pamiętam, jak to było, kiedy córki pierwszy raz odbijały piłkę. Gdyby Agnieszka taki mecz na US Open odbierała jako coś nadzwyczajnego, to pewnie by ją na korcie sparaliżowało. Ale ona jest zawodową tenisistką. Żeby nie wiem kto wyszedł naprzeciwko niej, będzie po prostu grać mecz. Na tym polega jej siła - mówi "Faktowi" Robert Radwański.

Ile w zwycięstwie nad Szarapową było myśli trenera, a ile właściwych decyzji Agnieszki?
Agnieszka na korcie jest samodzielna. Od małego wie, że jak ktoś ma problemy z serwisem, to mu się dodatkowo przeszkadza. Obie moje dziewczyny stosują to na co dzień, zwłaszcza w deblu. Przed meczem z Szarapową Agnieszka też wiedziała, że powinna to robić. Rosjanka wpadła w jakąś niepewność, więc trzeba było iść za ciosem, wykorzystać przewagę. I Agnieszka świetnie to zrobiła! Zawsze potrafi dostosować się do sytuacji.

Poranny przegląd prasy musiał być bardzo przyjemny. O Agnieszce napisały wszystkie amerykańskie gazety?
Wszystkich nie zdążyliśmy nawet przejrzeć. To rzeczywiście miłe uczucie. Cieszę się, że polska tenisistka zyskała tak wielkie uznanie. Szczególnie miło jest zobaczyć swoje nazwisko w tych wszystkich statystykach i wykazach rekordów, które tak bardzo lubią Amerykanie - pierwsza Polka, która wyeliminowała tak wysoko rozstawioną zawodniczkę itd. Agnieszka została zauważona. Nie tylko ona... W niedzielę Urszula grała mecz pierwszej rundy w turnieju juniorskim. Zjawił się na nim Bud Collins, legendarny komentator tenisowy i dziennikarz. Jeśli on gdzieś się pokazuje, to znaczy, że to naprawdę ważne wydarzenie. Nikt wcześniej nie słyszał, żeby chodził na mecze juniorek, a do nas przyszedł z ekipą telewizyjną, z kamerami! Po meczu Ulę obstąpili dziennikarze, potem nawet ja udzielałem wywiadu. Zwycięstwo Agnieszki zrobiło na wszystkich tak wielkie wrażenie, że teraz są ciekawi, czego jeszcze mogą się spodziewać, także po siostrze.

Przeszło panu przez głowę takie marzenie: jest sobota, obie córki grają w finałach, Ula w juniorskim, a Agnieszka w zawodowym?
To rzeczywiście byłoby coś, historyczne wydarzenie. Po Szarapowej pomyślałem, że wykluczyć nie można niczego, ale to byłoby już chyba za dużo jak na jeden turniej.

Kilka razy zdarzało się, że Agnieszka płaciła za trudne zwycięstwa nad czołowymi tenisistkami w następnym spotkaniu...
Mecz był ciężki, ale chyba jej nie wyczerpał. Na szczęście Szarapowa gra tak ryzykownie, że albo zdobywa punkt, albo psuje. Długie wymiany nie zdarzają się zbyt często.

Mecze Agnieszki wzbudzają wielkie zainteresowanie wśród Polaków. Podobno nawet Andrzej Gołota chciał przyjechać?
O tym akurat nie słyszałem, ale bardzo chętnie widzielibyśmy go na trybunach. W końcu to znany sportowiec. Podglądanie Agnieszki mogłoby dobrze mu zrobić przed kolejną walką. Gdyby Gołota miał mentalność mojej córki, to od 10 lat mielibyśmy polskiego mistrza świata w boksie.