Niegdyś był na ustach wszystkich Polaków. Wszyscy pamiętają jego bramki: tę strzeloną Anglikom na Wembley czy lob z połowy boiska w meczu z Atletico Madryt. Niewielu jednak wie, że Marek Citko - bo o nim oczywiście mowa - swego czasu był częstym bywalcem kasyn. "W jeden wieczór przegrałem "malucha". To był moment, żeby powiedzieć sobie dość" - zwierza się były reprezentant Polski.
Jak mówi w wywiadzie dla warszawskiego "Metra", jego "przygoda" z hazardem nie wynikała z chęci łatwego dorobienia się. "Chęć zysku była drugorzędna. Potrzebowałem adrenaliny i odstresowania. Nie miałem poza tym żadnego pomysłu na życie" - mówi były zawodnik łódzkiego Widzewa.
O tym, że piłkarze przygrywają pieniądze przy stołach do ruletki czy blackjackam, zrobiło się głośno, gdy Legia Warszawa wysłała na terapię swojego zawodnika Kamila Grosickiego. "Kamil musi mieć pomysł na później. Musi też mocno na sobą pracować i znaleźć jakieś zajęcie zastępcze, ale nieszkodliwe" - radzi młodszemu koledze Citko.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|