Małgorzata Wojtkowiak w oryginalny sposób aklimatyzuje się do startu w Pekinie. O nadchodzących igrzyskach drużynowej mistrzyni świata we florecie przypomina Coco, czyli grzywacz... chiński. Florecistka zabrałaby nawet pieska na olimpiadę, ale obawia się, że zostanie on tam... zjedzony! - pisze "Fakt"
Coco nie opuszcza Małgosi nawet na zawodach. Nie płoszy go ani szczęk kling, ani okrzyki, w które obfitują turnieje florecistów. "Cierpliwie czeka, aż skończę walki. Tylko na chłopaków szczekał. Jest bardzo kochany. Nikomu go nie oddam. Gdy tylko mogę, wszędzie go ze sobą zabieram" - mówi reprezentantka Polski.
Wojtkowiak nie zabierze jednak psa na igrzyska. Dlaczego? "Oni tam przecież jedzą psy!" - tłumaczy Wojtkowiak. "Niedawno nasz sponsor zorganizował spotkanie z gośćmi zagranicznymi. Byli na nim Chińczycy. Mistrzynie świata zeszły dla nich na dalszy plan, jak zobaczyli Coco. W ruch poszły kamery i aparaty fotograficzne. Byli nim zainteresowani aż za bardzo, dlatego w sierpniu zostawię pieska w Gdańsku" - dodaje z uśmiechem florecistka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|