Dziennik Gazeta Prawana logo

Kadrze trzeba takiego wojownika

5 marca 2008, 00:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ma czoło w bliznach jak bokser. Tutaj zapisane są kolejne mistrzostwa Polski Wisły. Na ich posiadaczu nie robią żadnego wrażenia. "Taka praca" - mówi "Faktowi" Arkadiusz Głowacki. Taki twardziel bardzo przydałby się w kadrze Leo Beenhakkera.

Głowę miał już... siedmiokrotnie rozbitą. Po raz pierwszy przytrafiło mu się to jeszcze w reprezentacji olimpijskiej. W 2002 roku lewy łuk rozciął w spotkaniu Wisły z Glentoranem Belfast. Trzy dni później wiślacy grali z Legią w Warszawie. Tym razem po starciu ze Stanko Svitlicą krew polała się z prawego oka. Ta blizna do dzisiaj przypomina Głowackiemu o mistrzostwie Polski 2002/03.

Druga blizna na tym samym oku to pamiątka po meczu Polska - Grecja - wylicza "Fakt". Jeszcze inne szwy to wspomnienie mistrzostwa Polski 2004. Najbardziej rzuca się w oczy jednak szrama po zderzeniu z Michałem Stasiakiem z Zagłębia Lubin w zeszłym roku.

"Muszę przyznać, że teraz mój wygląd zupełnie nie pasuje do mojego charakteru. Na co dzień jestem człowiekiem, który ceni ciszę i spokój" - przekonuje Głowacki.

Na boisku jest jednak zupełnie inaczej. 29-letni obrońca to piłkarz, który wsadzi głowę tam, gdzie inny nie wcisnąłby nawet nogi. Stąd liczne rany. "No cóż, taka jest moja praca. Na boisku są pewne założenia, których trzeba się trzymać. Przed meczami nie straszę przeciwników moimi bliznami. Myślę o tym, co należy do moich zadań w trakcie meczu" - mówi "Głowa".

U progu rundy wiosennej Głowacki jest w świetnej formie. "To obrońca klasy Jacka Bąka" - zachwyca się trener Wisły Maciej Skorża. W meczach z Koroną Kielce i Widzewem Łódź należał do wyróżniających się zawodników. Jego drużyna pewnie zmierza po kolejne mistrzostwo Polski.Wreszcie dopisuje zdrowie. Do pełni szczęścia brakuje tylko jednego powołania do reprezentacji Polski.

Po raz ostatni Głowacki zagrał w kadrze rok temu w spotkaniu z Finlandią. Udział w tym spotkaniu... również przypłacił rozbiciem głowy. "To nic takiego!" - mówi teraz. Od wielu miesięcy nie otrzymuje już powołań i powoli traci nadzieję na wyjazd na finały mistrzostw Europy.

"Jestem realistą. Czuję, że moje szanse na udział w tej imprezie są minimalne. Teraz koncentruje się na grze w klubie, ale jeśli selekcjoner sobie o mnie przypomni, z przyjemnością stawię się na zgrupowaniu" - zapewnia w rozmowie z "Faktem".

Teraz jednak przed Głowackim otwiera się niespodziewana szansa. Kłopoty ze zdrowiem ma Mariusz Jop i rehabilitacja potrwa kilka tygodni. "Głowa" to idealny kandydat na zastąpienie go w reprezentacji! Powinien zagrać we wtorek w Szczecinie, w meczu kadry z zagranicznymi gwiazdami ekstraklasy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj