Dziennik Gazeta Prawana logo

Piłkarz złamał rękę i stał się zbędny

28 marca 2008, 23:53
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Czy w Polskim Związku Piłki Nożnej pracują ludzie bez serca? Historia piłkarza młodzieżowej reprezentacji Polski Mariusza Bochenka pokazuje, że tak właśnie jest. Rok temu podczas treningu kadry Bochenek upadł i złamał lewą rękę w kilku miejscach. Lekarze tak fatalnie ją poskładali, że złamana kość do dziś się nie zrosła. Młody piłkarz przerwał karierę i teraz nie ma za co żyć, bo nikt z PZPN nie kwapi się mu pomóc.

Bochenek w ubiegłym roku miał szansę wyjechać na Mistrzostwa Świata U-20 do Kanady. Pełen nadziei pojechał na zgrupowanie kadry Michała Globisza do Gdańska. Tam jego życie legło w gruzach. Podczas jednego z treningów Mariusz upadł tak nieszczęśliwie, że doznał skomplikowanego złamania lewej ręki. Prosto z boiska trafił do szpitala Marynarki Wojennej w Gdyni, gdzie lekarze przeprowadzili operację. Niestety, zabieg zupełnie się nie udał.

"Po wyjściu ze szpitala czułem ogromny ból, od razu coś było nie tak" - opowiada "Faktowi" załamany piłkarz. "Moje obawy się potwierdziły, bo ręka nie zrastała się tak jak powinna."

Piłkarz do dziś przeszedł w sumie trzy operacje i dwa zabiegi. Kiedy przestał grać w piłkę, stracił źródło utrzymania. Zwrócił się więc o pomoc finansową do PZPN, ale do dziś nie doczekał się odpowiedzi na żadne ze swoich pism.

"Minął rok, a telefon nadal milczy. Za chwilę ZUS przestanie płacić mi pieniądze. Nie wiem, z czego będę żył" - żali się piłkarz.

Bochenek pochodzi z biednej rodziny. Jego rodzice mieszkają na Mazurach, ojciec nie pracuje. Obecnie chłopak mieszka w Łodzi. Uczy się w Szkole Mistrzostwa Sportowego im. Kazimierza Górskiego.

Kiedy informujemy PZPN o problemach młodego piłkarza, działacze są zaskoczeni. "Nic mi o tym nie wiadomo" - mówi "Faktowi" rzecznik związku Zbigniew Koźmiński. "Przecież gdybyśmy wiedzieli, to piłkarz otrzymałby jakieś odszkodowanie" - tłumaczy. Po chwili dodaje: "Zaspał chyba tutaj trener Michał Globisz ze swoimi współpracownikami. To oni powinni nas poinformować o zaistniałej sytuacji."

Selekcjoner młodzieżowców twierdzi jednak, że swoich obowiązków dopełnił. "My swoje zrobiliśmy. Osobiście wręczałem pismo z prośbą o pomoc dla Mariusza sekretarzowi związku Zdzisławowi Kręcinie. Nie wiem, czy ktoś później tym się zajął" - mówi Globisz.

Słowa szkoleniowca potwierdza fizjoterapeuta ówczesnej reprezentacji Zbigniew Pietrzak, który obecnie też próbuje pomóc zawodnikowi. Bochenek nadal nie może zrozumieć, że nikt z PZPN mu nie pomógł.

"Ja od 14. roku życia rozegrałem w reprezentacji ponad 50 meczów. Jak przyjeżdżałem na kadrę, to wszyscy mnie głaskali, a teraz o mnie zapomniano" - mówi z żalem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj