Artur Boruc: Czy ja wiem? Po prostu Rangersi mieli pod koniec słabszy okres, a my już zdołaliśmy wygrzebać się z dołka. Ja nawet przez chwilę nie przestałem zresztą wierzyć w końcowy sukces.
Jak zawsze. Zresztą wszystko może się rozstrzygnąć już dziś, jeśli Rangersi stracą punkty z St. Mirren.
Nie sądzę. Na pewno zrobi wszystko, by jak najlepiej zagrać w tym meczu. Chociaż jakiś tam podtekst oczywiście jest.
Faktycznie, już dzień później - w piątek rano - lecę na zgrupowanie reprezentacji do Niemiec. Nie będę miał nawet jednego wolnego dnia, ale już dawno się z tym pogodziłem. Taki zawód sobie wybrałem, nie ma na co narzekać. A na świętowanie z Celtikiem jeszcze będzie czas.
Na razie zostaję w Glasgow, o żadnym innym klubie nic mi nie wiadomo, więc nie ma czego zdradzać.
Nie, zupełnie nic.
Nie będę płakał z tego powodu, że piszą o mnie w kontekście zainteresowania Milanu. Ale rozmawiać o tym nie chcę, bo nie uważam, żeby miało to sens.
No i?
Długo nie musiałbym się zastanawiać (śmiech).
Daj Boże, żeby takie "średnie poziomy" dochodziły do finału. Zresztą powiedzmy sobie szczerze -- kto za jakiś czas będzie pamiętał, jak się prezentowali, czy jak grali. W historii zapisali się jako finaliści Pucharu UEFA, z tego będą rozliczani.
Nawet nie chce mi się na ten temat wypowiadać. Albo nie. Proszę napisać, że olewam tych dziennikarzy.
Moim zdaniem te artykuły napisali ludzie sympatyzujący z Rangersami. Media w Szkocji są ogólnie przychylne naszym rywalom zza miedzy. Teraz, gdy przegrali finał Pucharu UEFA i daj Boże żeby przegrali ligę, ukazują się o nich artykuły pochwalne czy usprawiedliwiające ich. Jestem przekonany, że gdyby to samo stało się w przypadku Celtiku, prasa nie pozostawiłaby na nas suchej nitki. Dziennikarze chętnie wywaliliby pewnie trenera i połowę zawodników.
Fajnie, że tak powiedział...
Oczywiście, że cieszy, ale ilu trenerów, tyle opinii.
Moje myśli wciąż jeszcze zaprząta liga szkocka, bo naprawdę chcemy skończyć ten sezon mistrzostwem. Na myślenie o Niemcach przyjdzie czas na Euro.
Muszę powiedzieć, że przed mundialem naprawdę mnie wkurzyli. Nie ważne czy prowokacja jest mądra, czy głupia - ważne, że działa i wtedy trochę dałem się sprowokować. Zresztą każdego z nas zabolało to mniej lub bardziej. Zdaję sobie jednak sprawę, że musimy się na takie rzeczy uodpornić. Nie ma co brać do siebie takich historii. To wprowadza niepotrzebne zamieszanie.
Nie łączyłbym tego. W chwili, gdy stanąłem w bramce podczas spotkania z Niemcami, nie zaprzątałem sobie głowy żadnymi prowokacjami.