Wszyscy doskonale pamiętamy, że zwycięzca ostatniego Grand Prix Włoch na żużlu Hans Andersen miał problem z tym, by zaaklimatyzować się we Wrocławiu. Wydaje się, że znamy przyczynę niepowodzeń "Hansiora" w Atlasie. Żużlowiec miał tam kłopoty z działaczami przez to, że nie przestrzegał zasad klubowego dekalogu.
Nie jest tajemnicą, że jedna z osób pracujących w Atlasie nakryła Duńczyka przed meczem w restauracji McDonald`s. W jednej ręce zawodnik trzymał hamburgera, w drugiej olbrzymi pojemnik z coca-colą. Andersen usłyszał później, że prowadzi niesportowy tryb życia, bo niewłaściwie się odżywia - czytamy w "Fakcie".
To, co robi Atlas, przypomina prowadzenie małego dziecka za rączkę. W końcu żużlowcy to profesjonaliści. Jeśli podpisują kontrakt, to zobowiązują się do zdobywania jak największej ilości punktów, a nie do tego, co będą jeść, pić, czy też jak mają spędzać wolny czas. Droga prowadząca do celu jest mało istotna. No i Andersen rozstał się z Wrocławiem, bo nie mógł odmówić sobie smaku hamburgerów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane