I niestety ten pobyt nie upływa nam miło, bo Agnieszka znów jest chora. Wszystko wskazuje na to, że . I to o bardzo intensywnym przebiegu. To ją bardzo osłabia.
Miejmy tylko nadzieję, że szybko jej przejdzie, tak zwykle bywa z tą chorobą.
Bilety do Meksyku mamy na środę, ale najprawdopodobniej przesuniemy termin wylotu na piątek. Wszystko będzie zależało od tego, czy Urszula dostanie dziką kartę do turnieju w Monterrey.
Szansa jest zawsze, Ula jest na odpowiedniej liście. Ale ostateczna decyzja zależy od organizatorów, równe dobrze mogli dziką kartę obiecać komuś innemu, albo sprzedać. Ważnym argumentem
przemawiającym za nami jest fakt, że Agnieszka będzie najwyżej notowaną tenisistką, gwiazdą turnieju.
Udo rzeczywiście ją bolało, miała założony bandaż, ale nie była w stanie grać ze względu na silne skurcze obu nóg. W drugim secie stały się one nie do zniesienia. To bardzo dziwna
sprawa, bo Ula wcześniej nie grała zbyt wyczerpujących spotkań. A ona jest raczej znana z dobrej kondycji, może biegać po korcie godzinami. Być może powodem tego było odwodnienie. W każdym
razie problem był przejściowy, sama kontuzja uda nie jest poważna. Ula jest w formie, do tego w poniedziałek zdała egzamin na prawo jazdy.
Z nowymi zasadami, według których gra się bez przewag, a zamiast trzeciego seta jest supertiebreak, debel stał się oazą przypadków. Można przegrać w pierwszej rundzie, a można dojść do
finału. I to się przydarzyło Agnieszce, chociaż trzeba przyznać, że dziewczyny grały nieźle. Ja debel traktuję jedynie jako wartościowy trening w trakcie turnieju. Gdyby Agnieszka wygrała
ten finał w Dubaju, oczywiście cieszyłbym się. Zawsze jednak na pierwszym miejscu będzie dla nas gra pojedyncza, debel nam jej nie zastąpi.
Zupełnie tak tego nie odbieramy. I w tej chwili naciski prasy to najgorsze, co nas może spotkać. Musi pani wiedzieć, że sport jest kapryśny, a zwłaszcza sport kobiecy. Ten temat trzeba
traktować bardzo ostrożnie. Na życzenie nie da się wygrywać. Dla mnie w tej chwili najważniejsze jest zdrowie córki. A niestety Agnieszka od początku sezonu ciągle walczy z jakąś chorobą.
Przez to nie może trenować jak należy. Według mnie te infekcje biorą się z częstego latania samolotami - to prawdziwe puszki z zarazkami.
Najnowsza informacja jest taka, że wreszcie dostałem wizę, w ubiegły czwartek. Jak mówiłem wcześniej, nie odmówiono mi wizy, po prostu zwlekano z jej przyznaniem. Ale efekt był ten sam - nie
było mnie na ważnym turnieju. Nasz menedżer Victor Archutowski pisze oficjalny protest do władz WTA. Nie zostawimy tak tej sprawy. Być może w przyszłym roku skończy się to bojkotem tej
imprezy z naszej strony. Tym bardziej że więcej osób tam nie dojechało przez problemy z wizą, nie tylko Shahar Peer, o której było tak głośno. Na Bliskim Wschodzie są wielkie pieniądze na
tenis, ale organizacyjnie te imprezy wciąż niedomagają. Wydaje mi się, że WTA robi błąd, lokując tam prestiżowe turnieje. Szejkowie mają kaprys, więc płacą, ale na trybunach oprócz nich
siedzi 50 osób. To smutny widok, kiedy przed taką publicznością grają wielkie gwiazdy.