"Nie ukrywam, że mam problemy i zamierzam skorzystać z pomocy psychiatry i psychologa" - mówi "Faktowi" Włodarczyk. Mistrz świata w zawodowym boksie w wadze junior ciężkiej w ubiegły czwartek zażył całe opakowanie tabletek antydepresyjnych. Był sam w domu. Zanim stracił przytomność, zdążył zadzwonić do kolegów-bokserów. Dzięki nim oraz szwagrowi, Tomaszowi Babilońskiemu nie doszło do tragedii. W szpitalu spędził trzy dni. Wyszedł w sobotę. Obecnie przebywa w domu w Piasecznie. Chce wrócić do boksu. W październiku zamierza bronić tytułu mistrza świata federacji WBC - w Niemczech z Marko Huckiem lub w Australii z Danny Greenem. Najpierw chce jednak podreperować swoje zdrowie psychiczne.

Reklama

"Od kilku lat psycholog pracuje z Krzyśkiem, ale pod względem sportowym. Teraz chcemy skorzystać również z pomocy psychiatry" - wyjaśnia Wasilewski. "Na całym świecie sportowcy korzystają z takiej pomocy. To normalne. U nas słowo psychiatra źle się kojarzy. A przecież współpraca z nim jest niezbędna w świecie sportu. To pomaga rozładować stres, radzić sobie z różnymi problemami. Dlatego będziemy kładli na to nacisk.

Włodarczyka czekają badania i testy, po których będzie wiadomo, jak ma wyglądać leczenie. Najważniejsze, że „Diablo” nie chowa głowy w piasek, że chce podreperować swoje zdrowie psychiczne.

"Mam nadzieję, że się pozbieram, że uda mi się rozwiązać moje problemy rodzinne. Pewne sprawy muszę wyprostować, a następnie wracam do treningów" - dodaje bokser.

Na razie postanowił się wyciszyć. Czeka go rozmowa z żoną, która wraca z wakacji. Chciałby z nią wyjechać na kilka dni. "Potem zabieram się do pracy. Boks to moje życie. Jestem przecież mistrzem świata i nie zamierzam stracić mistrzowskiego pasa" - dodaje "Diablo".

>>>Czytaj także: Kadrowicze nie chcą obcokrajowców