O całej sprawie poinformował jeden z tabloidów. Polski medalista olimpijski w zapasach skompromitował się podczas licytacji charytatywnej dla niepełnosprawnych dzieci, która była częścią gali sztuk walki zorganizowanej na wrocławskim stadionie. 

Kiedy przedmiotem aukcji stała się książka, Janikowski dał do zrozumienia, że czytanie ich czytanie jest tylko stratą czasu. Nie dałbym za to ani złotówki. Zwykła, szara książka. Nie jest tak fajna, jak rękawice bokserskie, ale też można nią komuś przyłożyć - mówił sportowiec. Po chwili medalista olimpijski zapytał, czy jest w niej o nim napisane, a prowadzący licytację powiedział, że nie, odparł: No to zabieraj ją ode mnie. Nie chce tego. Wolałbym dać sto złotych za darmo niż za to zapłacić - opisuje całą sytuację "Fakt".

Janikowski dość szybko zdał sobie sprawę ze swojej wpadki. Na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych próbuje się tłumaczyć. Podczas aukcji były licytowane różne przedmioty, rękawice bokserskie, koszulka i książka. W żartach zasugerowałem, że ostatnia pozycja jest mniej interesująca niż poprzednie i osobiście bym jej nie kupił. Nie powiedziałem jednak, że "czytanie to zajęcie dla debili". Jest mi przykro, że w ten sposób zinterpretowano moje słowa - napisał zapaśnik.