W grudniu 2016 roku Barbara Michalczewska wezwała policję, alarmując, że mąż znęca się nad nią fizycznie i psychicznie. Były bokser został zatrzymany przez gdańską policję i przez dwie doby przebywał w izbie zatrzymań. Michalczewski nie przyznał się do postawionych mu zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Ostatecznie żona byłego pięściarza szybko wycofała zarzuty i nie wniosła oskarżenia. Prokuratura jednak z urzędu rozpoczęła śledztwo.

Proces byłego boksera toczył się od października 2017 roku. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Oliwa oskarżyła go o znieważenie oraz naruszenie nietykalności cielesnej żony. We wrześniu gdański Sąd Rejonowy uznał Michalczewskiego winnym znieważenia i uderzenia swojej życiowej partnerki, wymierzając mu karę w postaci 3 tysięcy złotych grzywny.

Adwokat "Tigera" złożył apelację, która okazała się skuteczna. Sąd Okręgowy ze względu na znikomość społecznej szkodliwości czynu i znikomość winy warunkowo umorzył postępowanie. Sprawiedliwości stało się zadość. Cieszę się, że umorzono moją sprawę. Teraz przygotowuję galę boksu zawodowego, która 30 marca odbędzie się w Ergo Arenie - mówi na łamach  "Przeglądu Sportowego" Michalczewski.