Jak dotąd największym pechowcem był Robert Kubica. Jego bolid miał w tym sezonie jedną awarię za drugą i Polak nie mógł rozwinąć skrzydeł. Z kolei BMW Heidfelda jeździło bardzo dobrze. W niedzielnym Grand Prix w Barcelonie nastąpiła zamiana ról. Pech ominął Kubicę (był 4.), ale dosięgnął Heidfelda. Niemiec musiał wycofać się z wyścigu.
Na 45. okrążeniu niemiecki kierowca zjechał do boksu. Mechanicy wymienili mu opony i "lizakowy" zbyt wcześnie pokazał, że Nick Heidfeld może już wjechać na tor. To był błąd, bo jeden z mechaników nie zdąży wyciągnąć "wiertarki", którą dokręca się koło. Niemiec wyjechał z bosku z urządzeniem i niedokręconym kołem.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Heidfeld wiedział, że coś jest nie tak, więc pojechał wolno, żeby wrócić do boksu. Ale koło tak się sfatygowało, że uszkodziło most i Niemiec już nie wrócił na tor.
Następne Grand Prix odbędzie się 27 maja na trudnym torze w Monaco. Oby tym razem pech ominął obu kierowców BMW Sauber.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl