Belgia zawsze będzie dla mnie szczególnym miejscem, bo wiążą się z nią najbardziej wyjątkowe wspomnienia. To też jeden z moich ulubionych torów, położony w przepięknym lesie w Ardenach. Przypomina mi zawsze okolice, w których dorastałem - podkreśla siedmiokrotny mistrz świata i posiadacz większości rekordów w F1.

Reklama

W 1991 roku wówczas 22-letni Schumacher otrzymał szansę na pierwszy start w karierze w elicie kierowców właśnie w Spa w barwach teamu Jordan. W kolejnym sezonie w tym samym wyścigu po raz pierwszy zajął miejsce na najwyższym stopniu podium, ale już jako zawodnik Benettona.

Później triumfował jeszcze w tej imprezie w latach 1995-97 i 2001-02, przy czym cztery ostatnie zwycięstwa odniósł w bolidzie Ferrari. W 2006 październiku roku wygrał 91. i zarazem ostatni jak dotychczas wyścig - GP Chin, po czym zakończył karierę.

Wrócił do F1 po trzyletniej przerwie za sprawą szefów koncernu Mercedes, który przejął zespół Brawn GP i zaczął tworzyć niemiecki team fabryczny. Przedsięwzięcie to okazało się dobrą inwestycją, bowiem doświadczenie "Schumiego" pozwoliło stworzyć ekipę, która szybko zaczęła rywalizować z najlepszymi - Ferrari, Red Bull-Renault i McLaren-Mercedes.

W kwietniu "nowy Mercedes" (koncern w przeszłości był obecny w F1 nie tylko jako dostawca silników) świętował pierwsze zwycięstwo za sprawą Niemca Nico Rosberga, który był najlepszy w GP Chin w Szanghaju. W klasyfikacji MŚ konstruktorów jest obecnie piąty z dorobkiem 106 punktów, po 11 z 20 startów.

To na pewno trochę poniżej oczekiwań szefów niemieckiego koncernu, ale spory wpływ na to ma pech, który od początku sezonu prześladuje Schumachera. Sześciokrotnie nie kończył zawodów, a na liście przyczyn są: kolizja z jednym z rywali, niedokręcone koło, awaria skrzyni biegów, wyciek paliwa, awaria silnika, uszkodzenie nadwozie uniemożliwiające dalszą jazdę.

Najlepiej mu poszło w GP Europy na ulicach Walencji, gdzie finiszował jako trzeci. Poza tym po dwa razy był siódmy i dziesiąty. W sumie zgromadził 29 punktów, co daje mu 12. miejsce w MŚ.

Na pewno w tym roku częściej miałem powody do przełknięcia gorzkiej pigułki, niż radości, ale czasem tak bywa. Może w Belgii uda mi się to odczarować. Spa jest jak pokój dzienny w moim domu, to moje ulubione miejsce, ulubiony tor, zdecydowanie numer jeden na świecie. To niesamowite, że właśnie tu będę startował po raz 300. w karierze. Mam nadzieję, że w niedzielę będę tu naprawdę szczęśliwy - uważa Niemiec, który w niedzielę po raz 50. wystąpi w bolidzie ekipy Mercedes GP.

Reklama

Rekordzistą w liczbie startów w cyklu GP jest Brazylijczyk Rubens Barrichello - 322, który przez kilka lat był partnerem Schumachera w Ferrari.

GP Belgii kończy miesięczną przerwę w Formule 1. Przed wakacjami na prowadzeniu w MŚ znalazł się Hiszpan Fernando Alonso z Ferrari - 164 pkt, przed kierowcami Red Bull-Renault - Australijczykiem Markiem Webberem - 124 i Niemcem Sebastianem Vettelem - 122.

Wśród konstruktorów liderem jest Red Bull-Renault - 246 pkt, wyprzedzając McLaren-Mercedes - 193, Lotus-Renault - 192 i Ferrari - 189.

W niedzielę kierowcy będą mieli do pokonania dystans 308,052 km, czyli 44 okrążenia Spa-Francorschamps liczącego 7,004 km długości. Na starcie zabraknie znów reprezentanta gospodarzy. Ostatnim Belgiem w F1 był Thierry Boutsen w 1992 roku.