Dziennik Gazeta Prawana logo

Robert Kubica będzie jeździł tylko po niemieckich torach

19 maja 2020, 13:56
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Robert Kubica
<p>Robert Kubica</p>/Newspix
Były kierowca Formuły 1 Timo Glock uważa, że aby serię wyścigową DTM (Deutsche Tourenwagen Masters) udało się uratować, w sezonie 2020 wszystkie wyścigi powinny się odbyć tylko w Niemczech. Uczestnikiem cyklu ma być Robert Kubica (Orlen Team Art) w BMW M4.

– powiedział Glock w wywiadzie dla portalu motorsport.com.

Niemiec do serii DTM dołączył w 2013 roku, w barwach ekipy BMW wygrał pięć wyścigów. Jego zdaniem jedynym ratunkiem dla serii, która m.in. z powodu pandemii koronawirusa nie rozpoczęła jeszcze startów, jest zdecydowane obniżenie kosztów.

– dodał Glock.

Na razie swojej opinii o tej propozycji nie przedstawił szef DTM Gerhard Berger. Na początku kwietnia były austriacki kierowca wyścigowy twierdził, że „naszymi klientami zawsze byli i są kibice. Bez nich wyścigi DTM się nie odbędą". Później jednak zmienił zdanie i teraz już jest gotowy ścigać się przy pustych trybunach. Berger ostatnio nawet przyznał, że obawia się o przyszłość serii.

DTM ma poważne problemy od ponad dwóch lat. W 2018 udział w serii zakończyła ekipa Mercedesa, rok temu po jednym sezonie wycofał się Aston Martin. Do tego pod koniec kwietnia koncern samochodowy Audi oficjalnie poinformował, że po sezonie 2020 zakończy starty w serii. Audi potwierdziło, że powodem wycofania się z DTM jest projekt bardziej intensywnego zaangażowania się w Formule E. Wpływ na decyzję miał także kryzys związany z pandemią koronawirusa. Nieoficjalnie wiadomo natomiast, że grupa Volkswagen, której częścią jest Audi i Skoda, zaleciła jeszcze w ubiegłym roku podjęcie działań mających na celu zakończenie projektów związanych z silnikami spalinowymi. Audi było organizatorem wznowionych w 2000 roku mistrzostw DTM i dotychczas nie opuściło żadnego sezonu.

Przed wybuchem pandemii tegoroczny cykl miał się rozpocząć 25 kwietnia, ale sytuacja na świecie zmusiła promotora, firmę ITR - do zmiany planów. W połowie marca miały się odbyć oficjalne testy na torze Monza we Włoszech, przeniesione później na Hockenheim w Niemczech, ale i one ostatecznie zostały odwołane.

Po zatwierdzeniu przez rządy Niemiec i Belgii zakazu organizowania imprez masowych do 31 sierpnia, szanse zorganizowania dwóch pierwszych rund praktycznie zmalały do zera. Wyścig otwarcia miał być rozegrany 11 i 12 lipca na ulicznym torze Norisring w Norymberdze.

Natomiast w Belgii organizatorzy ponownie zadeklarowali, że tor Spa jest gotowy, ale decyzja władz o zakazie organizacji imprez masowych (powyżej 50 uczestników) praktycznie zamknęła temat, gdyż wyścig (8-9 sierpnia) bez udziału publiczności może doprowadzić do bankructwa obiektu Spa-Francorchamps.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj