Już na pierwszym okrążeniu wyścigu o Grand Prix Bahrajnu Francuz wypadł z toru po kontakcie z Rosjaninem Daniiłem Kwiatem. Bolid kierowcy ekipy Haas uderzył w barierę bezpieczeństwa, rozpadł się na dwie części i stanął w płomieniach.

Reklama

Sprawnie zadziałały służby ratunkowe, które po kilkunastu sekundach pojawiły się na miejscu, ale Grosjean po chwili o własnych siłach opuścił kokpit i wyszedł z ognia. Kamery telewizyjne pokazały, jak przeskoczył przez uszkodzoną barierę i odszedł na bok prowadzony przez kierowcę samochodu medycznego. Do szpitala został zabrany helikopterem. Po trzech dniach opuścił klinikę, gdyż lekarze nie stwierdzili u niego żadnych poważnych obrażeń, poza poparzonymi dłońmi.

"Kiedy przechodzisz przez to, co ja przeszedłem i się uratujesz, to masz obowiązek mówić o konieczności stosowania podczas wyścigów wszystkich dostępnych urządzeń poprawiających bezpieczeństwo. Ja byłem na początku przeciwny systemowi Halo, ale dzisiaj wiem, że uratował mi życie. Już nigdy nie pojadę w wyścigach bolidem, w którym tego systemu nie będzie" - powiedział Grosjean.

Francuz dodał, że na ten temat jeszcze podczas pobytu w szpitalu rozmawiał z szefem FIA Jeanem Todtem.

"On mnie zapytał, czy pamiętam ten dzień, gdy wprowadzono system Halo, a ja wtedy stwierdziłem, że to smutny moment dla Formuły 1. Odpowiedziałem, że pamiętam, ale dodałem, iż tylko głupi ludzie nie zmieniają zdania..." - podkreślił.

Po sezonie 2020 Francuz opuści zespół Haas, który zatrudnił innych kierowców. Zapytany o to, jak wyglądają po wypadku jego dalsze plany sportowe, Grosjean stwierdził, że obecnie wszystko jest sprawą otwartą.

"Miałem plany związane z wyścigami IndyCar, ale wiem, że ściganie się na owalnym torze niesie za sobą o wiele więcej zagrożeń niż w F1. W Indy nie ma takich zabezpieczeń jak Halo, dzięki któremu żyję. Muszę myśleć o rodzinie, o tym co najbliżsi przeżywali, gdy w telewizji widzieli mój wypadek w Bahrajnie. Moim priorytetem już nie jest podpisanie kontraktu na sezon 2021. Jeżeli nie będę startował, to będę jeździł na rowerze, uprawiał kitesurfing, spędzał czas z moimi dzieci i cieszył się życiem. Będę miał wolne, czego nie miałam od kiedy skończyłam 17 lat" - podsumował 34-letni kierowca.