Sędzia mylił się na korzyść Szwedów
To był mecz z kategorii zwycięzca bierze wszystko, przegrany zostaje z niczym. Statystyka nie przemawiała na korzyść Polaków. Ostatni raz naszym piłkarzom na wyjeździe udało się pokonać reprezentację "Trzech Koron" 96 lat temu. Ogólny bilans meczów ze Szwecją nie jest korzystny dla biało-czerwonych, którzy w 29 potyczkach odnotowali dziewięć zwycięstw, cztery remisy i doznali 16 porażek. Dzisiejsza przegrana była pierwszą, której polska reprezentacja doznała pod wodzą Jana Urbana.
Nasz selekcjoner od pierwszej minuty postawił na bardzo ofensywny skład. W ataku Polacy spisywali się bardzo dobrze. Mieli przewagę. Grali kreatywnie i stwarzali zagrożenie pod bramką rywali. Niestety zawiodła defensywa. Przy wszystkich straconych golach popełniliśmy błędy. W dodatku nie swoimi decyzjami nie pomagał nam sędzia. Slavko Vincić ze Słowenii nie podyktował ewidentnego rzutu karnego dla Polski. Natomiast dał gospodarzom rzut wolny po faulu, którego nie było, a rywale zamienili go na drugiego gola.
Polacy stracili gola do szatni
Szwedzi otworzyli wynik spotkania w 19. minucie. Kamila Grabarę precyzyjnym uderzeniem pokonał Anthony Elanga.
Polacy do remisu doprowadzili w 33. minucie. Piłkę w siatce gospodarzy umieścił Nicola Zalewski.
Gdy wydawało się, że na przerwę piłkarze udadzą się przy wyniku 1:1, to nasi piłkarze dostali bramkę do szatni. Rywalom w tej sytuacji pomógł sędzia. Słoweniec podyktował rzut wolny, choć przewinienia nie było. Po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu gry głową piłkę do polskiej bramki skierował Gustaf Lagerbielke.
Czy Kamiński był faulowany w polu karnym?
Druga część spotkania zaczęła się od sporej kontrowersji. W 48. minucie wydaje się, że Jakub Kamiński został kopnięty przez Szweda w stopę. Zdarzenie miało miejsce w polu karnym. To chyba powinna być "jedenastka". Niestety arbiter nie dopatrzył się faulu.
Decyzja sędziego ze Słowenii nie zdeprymowała biało-czerwonych. Polacy przejęli inicjatywę na boisku, a efektem ich przewagi był gol na 2:2. W 55. minucie po pięknej akcji do pustej bramki z bliska trafił Karol Świderski.
Gyokeres zapewnił Szwedom awans na mundial
Niestety ostatnie słowo należało do Szwedów. W 88. minucie gola na wagę awansu strzelił Viktor Gyokeres. Napastnik Arsenalu Londyn praktycznie przez cały mecz był kompletnie niewidoczny. Nasi piłkarze umiejętnie radzili sobie ze strzelcem hat-tricka w spotkaniu z Ukrainą. Jednak gwiazdorowi reprezentacji gospodarzy wystarczyła jedna okazja, by wpisać się na listę strzelców i rozstrzygnąć losy finału baraży.