Edwards został trzecim zawodnikiem w historii NBA - obok Wilta Chamberlaina i Michaela Jordana - który więcej niż raz zdobył co najmniej 40 punktów w meczu otwierającym sezon. Opuścił parkiet na 3 minuty i 51 sekund przed końcem spotkania, przy 28-punktowym prowadzeniu Minnesoty. Trafił 16 z 29 rzutów z gry, w tym 9 z 17 prób za trzy punkty, dokładając do tego 10 zbiórek.
35 punktów i 6 zbiórek Antetokounmpo
Jego 45 punktów to najlepszy wynik zawodnika Minnesoty w meczu otwarcia sezonu. Był to jednocześnie 125. występ w jego karierze, w którym zdobył co najmniej 30 punktów.
Antetokounmpo, który dołączył do Miami w wyniku wymiany z Milwaukee Bucks przed rozpoczęciem sezonu, zanotował najwięcej punktów (35) dla gospodarzy. Zebrał sześć piłek z tablic.
Antetokounmpo zszedł z boiska na siedem minut przed końcem meczu - wcześniej, już na początku spotkania, kibice gospodarzy skandowali w jego stronę hasło "MVP". Grek trafił 13 z 19 rzutów z gry, ale zaliczył też niecelny rzut wolny i został ukarany za faul niesportowy - uderzenie łokciem w głowę Terrence’a Shannona Jr. podczas akcji ofensywnej.
Peterson kontra Boozer
Ty Jerome zanotował podobny dorobek punktowy co Edwards i poprowadził Memphis Grizzlies do zwycięstwa 123:103 nad Utah Jazz. Mecz był starciem dwóch czołowych pierwszoroczniaków wybranych z wysokimi numerami w drafcie. Nie był on przesadnie udany dla żadnego z nich. Utah wybrało Darryna Petersona z Kansas z numerem 2, a numer niżej Memphis sięgnęło po Cama Boozera z Duke. Peterson zdobył dziewięć punktów, a Boozer zanotował siedem punktów, 11 zbiórek i pięć asyst.
Toronto Raptors rozbili u siebie sześciokrotnych mistrzów NBA Chicago Bulls 135:92. Immanuel Quickley, Scottie Barnes i Kawhi Leonard zdobyli dla triumfatorów po 23 punkty. Debiutujący w barwach Chicago Caleb Wilson – wybrany z czwartym numerem w czerwcowym drafcie NBA rzucił 16 punktów.
Raptors od samego początku narzucili wysokie tempo, wygrywając pierwszą kwartę 43:23. Zespół z Chicago popełnił aż 27 strat, podczas gdy Toronto zanotowało ich zaledwie 11.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
