"W defensywie stoczyliśmy prawdziwą wojnę" - ocenił inauguracyjne spotkanie finału trener gospodarzy Erik Spoelstra.

Ekipa z Dallas jeszcze na początku trzeciej kwarty prowadził 51:43, ale później do głosu doszli miejscowi. W końcówce tej części gry dwoma trafieniami za trzy punkty popisał się LeBron James i Heat wygrywali 65:61. W ostatniej kwarcie kontrowali wydarzenia na parkiecie, a ich przewaga wzrosła nawet do 12 pkt.

Wśród zwycięzców najlepiej zaprezentowały się dwie największe gwiazdy: James - 24 pkt, dziewięć zbiórek i pięć asyst oraz Dwyane Wade - 22 pkt, 10 zbiórek i sześć asyst.

"Jako zespół wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Ale to dopiero pierwszy krok do mistrzostwa, a każdy następny będzie trudniejszy" - podkreślił James.

Defensywa Heat skupiła się na najlepszym strzelcu gości Dirku Nowitzkim. Niemiec z dorobkiem 27 pkt był co prawda liderem swojej ekipy, ale trafił ledwie 7 z 18 rzutów z gry. Bezbłędny był natomiast na linii rzutów wolnych - 12 na 12.

"Uważam, że graliśmy dobrze, może nawet lepiej niż rywale. Niestety zmarnowaliśmy swoje okazje, kilka razy rzuty, które zazwyczaj wpadały, nie znalazły drogi do kosza" - przyznał trener pokonanych Rick Carlisle.

"Zatrzymaliśmy rywali na 38 procent skuteczności z gry i pozwoliliśmy im zdobyć 92 pkt. Zwykle takie statystyki oznaczały naszą wygraną" - podkreślił skrzydłowy Mavericks Shawn Marion, który uzyskał 16 pkt i miał 10 zbiórek.

"Jesteśmy doświadczoną drużyną, jedna przegrana nie wprowadza w nasze szeregi paniki i niepokoju. Musimy zrobić wszystko, by nie wracać do domu z dwoma porażkami" - zaznaczył Nowiztki.

Zespół z Miami w play off pozostaje niepokonany przed własną publicznością. "Mavs" z kolei po raz pierwszy zaczęli serię od porażki.

Tegoroczna rywalizacja stanowi powtórkę finału z 2006 roku, kiedy Heat zwyciężyli 4-2.