5 listopada przegrali na Florydzie z tym samym rywalem 99:124. Rewanż się nie udał, mimo że w składzie Heat zabrakło kontuzjowanego Dwyane'a Wade'a, który oglądał mecz w garniturze, zza ławki rezerwowych gości, a inny gwiazdor LeBron James wystąpił mimo choroby.

Reklama

Gortat przebywał na parkiecie 24 minuty, najkrócej w tym sezonie, i trafił dwa z pięciu rzutów z gry. Jego pięć zbiórek w obronie i jedna w ataku, podobnie jak liczba oddanych rzutów, to także najniższy dorobek w rozgrywkach. Ponadto odnotował dwa przechwyty, dwie straty i jeden blok. Brakowało mu agresji w grze; był jedynym graczem Suns występującym w meczu, który nie popełnił faulu.

Najwięcej punktów dla Phoenix zdobyli rezerwowi Markieff Morris - 16 i Shannon Brown - 14 oraz Michael Beasley 14 (także osiem zbiórek) i Goran Dragic - 12 (osiem asyst, cztery przechwyty).

Najlepsi w zespole gości i w całym meczu byli Chris Bosh - 24 pkt, 9 zb. i LeBron James - 21, 7 zb., 3 as.

Koszykarze Phoenix fatalnie rozpoczęli spotkanie. Gracze pierwszej piątki spudłowali dziewięć kolejnych rzutów z gry, w tym dwukrotnie Gortat, który, jak dzień wcześniej, nie trafiał z półdystansu.

Suns zabrali się do odrabiania strat przy stanie 0:9. Głównie po akcjach Dragica i Beasleya, po którego podaniu Polak zdobył spod kosza rzutem o tablicę swoje pierwsze punkty w meczu, udało się odrobić straty i wyjść na prowadzenie 23:18. Pierwsza kwarta ostatecznie zakończyła się wynikiem 23:23.

Po drugiej, w której Polaka na pozycji środkowego zastąpił Jermaine O'Neal, także był remis 52:52. 34-letni weteran, rozgrywający 16. sezon w NBA, tak jak w sobotnim meczu przeciwko Los Angeles Lakers, pokazał, że Gortat może się od niego jeszcze wiele nauczyć, szczególnie skuteczności. W całym meczu trafił wszystkie cztery rzuty z gry i obydwa wolne, miał sześć zbiórek w obronie, dwa przechwyty i dwa faule.

Gdy na parkiecie przebywali rezerwowi Suns, wynik układał się korzystniej dla zespołu. W połowie drugiej kwarty, m.in. po akcjach O'Neala i trzypunktowym rzucie Sebastiana Telfaira, gospodarze prowadzili nawet 44:35. Jednak stracili tę przewagę.

Reklama

Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsza. Po niespełna sześciu minutach i serii nieudanych akcji i strat graczy Phoenix, goście prowadzili 65:56. Trener Alvin Gentry posadził na ławce Gortata i jeszcze gorzej dysponowanego drugiego wysokiego Luisa Scolę. W ich miejsce weszli O'Neal i Morris. Koszykarze Miami powiększyli jeszcze przewagę do 15 punktów (75:60), po czym rezerwowi Suns ruszyli do odrabiania strat. Dwaj wysocy oraz Brown, P.J. Tucker i Telfair doprowadzili do remisu 79:79 na 8.29 przed końcem spotkania.

Gdy w połowie ostatniej kwarty wracali na boisko Dragic, Gortat i Beasley, było jednak 86:79 dla rywali. Udało się jeszcze zmniejszyć straty do 88:90 na 2.11 min. przed końcem, była też szansa na wyrównanie, ale piłka po rzucie Beasleya wykręciła się z obręczy. Mistrzowie NBA, prowadzeni przez Jamesa, który w ważnej akcji ograł próbującego go zablokować Gortata, nie pozwolili odebrać sobie zwycięstwa.

Jeden z największych gwiazdorów ligi był tego dnia chory. Nie uczestniczył przed meczem w treningu rzutowym. Pierwszą kwartę zakończył z zerowym dorobkiem, w trakcie spotkania wychodził do szatni i wracał na ławkę, ale w decydujących momentach poprowadził drużynę do zwycięstwa.

Lepsze dla nas jest, gdy gram nawet na 50-60 procent możliwości, niż gdybym nie wystąpił wcale - powiedział James po meczu.

"Słońca" z bilansem czterech zwycięstw i siedmiu porażek zajmują przedostatnią 14. lokatę w Konferencji Zachodniej. Miami (8-3) są na trzecim miejscu we Wschodniej.

Kolejne spotkanie Suns rozegrają w środę we własnej hali z Portland Trail Blazers (4-5 - 9. miejsce na Zachodzie).