Trener Spurs Gregg Popovich zdecydował się odesłać do domu trzech gwiazdorów oraz Danny'ego Greena. Szkoleniowiec uznał, że najlepszym zawodnikom należy się dodatkowy dzień odpoczynku po serii meczów wyjazdowych.

Reklama

Pomysł ten nie spodobał się komisarzowi ligi Davidowi Sternowi, który jeszcze przed rozpoczęciem spotkania zapowiedział ukaranie klubu z Teksasu.

Przepraszam wszystkich sympatyków NBA. Decyzja klubu z San Antonio jest nie do zaakceptowania i stosowne sankcje zostaną na niego nałożone - oświadczył Stern.

Ale jego przeprosiny były chyba przedwczesne, bo kibice obejrzeli ciekawe spotkanie, a skazani na pożarcie rezerwowi Spurs byli blisko sprawienia niespodzianki. Jeszcze na nieco ponad dwie minuty przed końcem meczu goście prowadzili pięcioma punktami. Później jednak nie trafili żadnego rzutu z gry i ostatecznie przegrali.

Heat najwyraźniej nie dbają o nerwy swoich kibiców i fundują im emocjonujące końcówki. Był to ich trzeci kolejny mecz we własnej hali, w którym przegrywali w ostatniej kwarcie. W ekipie z Miami tradycyjnie najskuteczniejszy był LeBron James, który uzyskał 23 punkty, dziewięć zbiórek i siedem asyst. W drużynie "Ostróg" wyróżnił się Gary Neal - 20 pkt.

W czwartek odbyło się jeszcze tylko jedno spotkanie. Koszykarze Golden State Warriors pokonali u siebie Denver Nuggets 106:105. W zwycięskiej ekipie świetnie spisał się David Lee. 29-letni skrzydłowy zdobył 31 punktów przy fantastycznej skuteczności - trafił 13 z 15 rzutów z gry.

Dla Nuggets 22 uzyskał Andre Iguodala, ale zawiódł w kluczowym momencie. Na 3,4 s przed końcem meczu wykonywał trzy rzuty wolne. Nie zdołał doprowadzić do remisu, bo pomylił się w ostatniej próbie.