Jazz od początku mieli lekką przewagą, a po świetnym początku drugiej połowy prowadzili różnicą 21 punktów. Wydawało się, że mecz mają pod kontrolą, jednak w czwartej kwarcie Clippers stratę zniwelowali.

Reklama

W kluczowym momencie najlepsza drużyna sezonu zasadniczego nie pękła. Gospodarze znów przejęli inicjatywę i cieszyli się z drugiej wygranej we własnej hali. Dwa kolejne spotkania, w sobotę i poniedziałek, odbędą się w Los Angeles.

Liderem Jazz ponownie był Donovan Mitchell, który zdobył 37 punktów. Siłą ekipy z Salt Lake City jest również wyrównany skład. Więcej niż 10 punktów zdobyło jeszcze czterech koszykarzy. Tradycyjnie bardzo efektywny był Rudy Gobert - 13 pkt, 20 zbiórek, trzy bloki i dwa przechwyty.

Nie czuję, że muszę na parkiecie robić wszystko. Uznanie należy się wszystkim w drużynie, bo każdy wspina się na wyżyny i dokłada cegiełkę do wygranej - powiedział Mitchell.

Dla Clippers najwięcej - 29 pkt - zdobył Reggie Jackson. Paul George dołożył 27, a Kawhi Leonard 21 pkt.

Zacięty mecz w Milwaukee

Bucks natomiast po dwóch porażkach w Nowym Jorku znaleźli się w trudnej sytuacji. Spotkanie we własnej hali zaczęli z wielkim animuszem. Po dziesięciu minutach prowadzili 30:9. Całą przewagę roztrwonili jednak już w drugiej kwarcie i do końca mecz był bardzo zacięty.

Kluczowe okazało się trafienie Jrue Holidaya na 11,4 s przed ostatnią syreną. Po nim Bucks wygrywali 84:83. Chwilę później spudłował obrońca Nets Bruce Bowen i zwycięstwo "Kozłów" dwoma rzutami wolnymi przypieczętował Khris Middleton, który w całym spotkaniu zanotował 35 pkt i 15 zbiórek. Giannis Antetokounmpo dodał 33 pkt i 14 zbiórek.

Reklama

Najważniejsze jest zwycięstwo. Nieważne, czy wygrasz jednym punktem, czy trzydziestoma - podkreślił grecki skrzydłowy.

Wśród Nets prym wiódł Kevin Durant - 30 pkt i 11 zbiórek. Kyrie Irving natomiast uzyskał 22 pkt.

Czwarty mecz odbędzie się w niedzielę, również w Milwaukee.