Polacy walczyli ambitnie z gospodarzami jak równy z równym przez dwie kwarty, ale w drugiej połowie meczu Litwini pokazali, że byli mocniejszym, lepiej zorganizowanym zespołem, który zdominował mecz w walce pod tablicami (38:20).

Reklama

Biało-czerwoni spotkanie "o być albo nie być" w Tokio rozpoczęli stałą piątką (A.J. Slaughter, kapitan Mateuszu Ponitka, Michał Sokołowski, Aaron Cel i Aleksander Balcerowski), ale w przeciwieństwie do wcześniejszych pojedynków w Kownie pierwsze minuty nie układały się po ich myśli. Przegrywali po akcjach środkowego Memphis Grizzlies Jonasa Valanciunasa 0:7 i 2:9.

Sygnał do odrabiania strat dał najmłodszy na parkiecie w ekipie Mike'a Taylora - 20-letni Balcerowski, trafiając zza linii 6,75 m, co przyprawiło trenera Litwinów, znanego z polskich parkietów Dariusa Maskoliunasa (dwukrotny mistrz z Prokomem Treflem) o grymas twarzy. Po tej akcji Litwa prowadziła tylko 9:7, a kolejne minuty były wyrównaną walką przy minimalnym prowadzeniu gospodarzy, wspieranych dopingiem przez ponad 5000 tysięcy kibiców.

Po 10 minutach Litwa wygrywała 23:19. Druga część w wykonaniu podopiecznych trenera Mike'a Taylora była lepsza w obronie, choć zatrzymywanie Valanciunasa i innego podkoszowego z NBA Domantasa Sabonisa (Indiana Pacers), syna słynnego Arvydasa, często przychodziło Polakom niezgodnie z zasadami gry w koszykówkę. Biało-czerwoni grali też lepiej w ataku. W połowie kwarty było 22:32 dla Litwy i sztab trenerski gospodarzy poprosił o czas. Uwagi Maskoliunasa niewiele pomogły, bo po kolejnym rzucie A.J. Slaughtera Polacy objęli prowadzenie 35:33, a chwile później po akcji naturalizowanego Amerykanina wygrywali 38:35 (16. min.). Zbyt mało zespołowości biało-czerwonych sprawiło, że w końcówce Litwini przejęli inicjatywę i po dwóch kwartach prowadzili 46:45.

Katastrofalny w wykonaniu polskiej drużyny początek trzeciej kwarty, gdy przez ponad pięć minut biało-czerwoni nie zdobyli kosza, zadecydował nie tylko o przegranej w tej części (6:16), ale i końcowej porażce. Litwini wzmocnili defensywę i praktycznie "odcięli" od gry lidera A.J. Slaughtera.

W 25. minucie gospodarze prowadzili 54:45, mając liderów w Sabonisie i rówieśniku Balcerowskiego Rokasie Jokubaitisie. Polacy przegrywali po 30 minutach 51:62. Niewidoczni byli podkoszowi, z wyjątkiem Balcerowskiego, a obwodowi nie potrafili wykreować rzutowych pozycji i dla siebie i dla kolegów. Biało-czerwoni nie potrafili też wykorzystać nadmiernego pobudzenia emocjonalnego lidera rywali Valanciunasa. Był on "uspokajany" gwizdkami nie tylko sędziów, ale i uwagami szkoleniowców Litwy, którzy po jednym z fauli, zakwalifikowanych jako niesportowy, posadzili go na ławce rezerwowych.

Aktywnie czwartą kwartę rozpoczął Jakub Garbacz - zdobył pięć punktów z rzędu i Polska przegrywała tylko 56:63. Rzutem z dystansu odpowiedział jednak Eimantas Bendzius, a Litwini cały czas kontrolowali sytuację na parkiecie, utrzymując 10-punktowa przewagę. Z minuty na minutę bardziej zmęczonym Polakom coraz trudniej przychodziło zdobywanie punktów. Polscy zmiennicy, oprócz Garbacza, także nie mieli wiele do powiedzenia w rywalizacji z silniejszymi fizycznie i lepiej zorganizowanymi Litwinami. Gospodarze grali natomiast płynnie i na większym "luzie". Po rzutach Sabonisa było 81:65 w 36. minucie.

Sukces gospodarzy przypieczętował rzutem zza linii 6,75 m Marius Grigonis na 100 sekund przed końcową syreną, po którym na tablicy ukazał się wynik 84:67.

Litwini, którzy od odzyskania niepodległości w 1990 uczestniczyli we wszystkich turniejach olimpijskich i mają w dorobku trzy brązowe medale, zmierzą się w niedzielę ze Słowenią w walce o bilet do Tokio.

Polska - Litwa 69:88 (19:23, 26:23, 6:16, 18:26)
Polska: A.J. Slaughter 19, Aleksander Balcerowski 10, Jakub Garbacz 10, Mateusz Ponitka 10, Aaron Cel 7, Łukasz Koszarek 5, Michał Michalak 4, Damian Kulig 4, Adam Hrycaniuk 0, Michał Sokołowski 0
Litwa: Donatas Sabonis 17, Jonas Valanciunas 15, Mantas Kalnietis 14, Rokas Jokubaitis 13, Marius Grigonis 10, Arnas Butkevicius 9, Eimantas Bendzius 8, Lukas Lekavicius 2, Tomas Dimsa 0, Gytis Masiulis 0, Rokas Giedraitis 0