Jakkolwiek pierwsza połowa była wyrównana, to później w TD Garden dominowali "Celtowie". Decydująca dla losów starcia okazała się trzecia kwarta. Tę część gry Boston rozstrzygnął 33:10, trafiając aż 8 z 12 "trójek". Różnica 23 punktów jest największą w historii NBA w trzeciej kwarcie w meczach nr 7.
Od początku niedzielnego starcia zawodom dodatkowo towarzyszyła indywidualna rywalizacja liderów obu drużyn. Skrzydłowy Bostonu, Jayson Tatum (gracz meczu) do przerwy zdobył 25 z 55 punktów drużyny. Gwiazdor "Celtów" spotkanie zakończył z rekordem kariery w play off - 51 punktów. Taktyka jego zespołu polegała na założeniu, aby zamęczyć Joela Embiida. Najbardziej wartościowy gracz sezonu (MVP) przez dwie kwarty uzbierał 13 punktów. Potem dodał jeszcze dwa "oczka", a większość finałowych minut zrezygnowany oglądał z ławki. Jego kolega z zespołu Tobias Harris zakończył występ z 19 punktami.
Gospodarze w trzeciej odsłonie szybko zaczęli wypracowywać pokaźną przewagę. Złapali właściwy rytm, grając do pewnych pozycji. Po trzecim rzucie zza linii 7,24 m Jaylena Browna drużyna z Bostonu objęła prowadzenie 76:58. Po chwili w podobny sposób jeszcze ją powiększył Malcolm Brogdon.
Trener "Szóstek" Doc Rivers próbował ratować sytuację, prosząc o przerwy na żądanie. Nic specjalnie nie pomagało. Jego drużyna zatraciła skuteczność, przy okazji popełniając proste błędy w rozegraniu piłki. W finałowych minutach w składzie drużyny z Filadelfii pojawili się gracze rezerwowi. Sixers przegrali w półfinale konferencji trzeci rok z rzędu i piąty raz w ostatnich sześciu sezonach.
Byliśmy bardzo zmotywowani. To wspaniałe, że możesz na mecz nr 7 powrócić do domu i jeszcze go wygrać. Zależało mi, aby zrobić także prezent dla mojej mamy obecnej dziś w hali. Zbliża się dzień matki. To się udało - powiedział Tatum.
Rywalami "Celtów" w rywalizacji o ich osiemnasty tytuł NBA będą Miami Heat. Początek starcia zaplanowano na środę w Bostonie.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.