Minęły dwa dni po rekordowym skoku na 6 metrów. Jest pan nie tylko pierwszym Polakiem, któremu się to udało, ale w ostatnich 15 latach tylko dwóch europejskich tyczkarzy uzyskało taki wynik w hali. Pan oraz Francuz Renaud Lavillenie, do którego należy także rekord świata (6,14). Jak się pan czuje?
Dzień później startował pan we Francji w Clermont-Ferrand, w mityngu organizowanym przez Lavillenie. To było w planach?
Widział się pan z Lavillenie, pogratulował?
Jest pan brązowym medalistą mistrzostw świata - w hali i na stadionie. Radość z udanego skoku na 6 metrów jest większa od zdobycia medalu takiej imprezy?
Tak to pan określa? Jednorazowy wystrzał?
Co pan zmienił z trenerem Marcinem Szczepańskim, że udało się przekroczyć magiczną granicę 6 metrów?
25 stycznia odebrał pan absolutny rekord Polski Pawłowi Wojciechowskiemu. W Cottbus uzyskał pan 5,92, teraz 6,00. Dostał pan już od niego gratulacje?
Jakie sobie pan cele stawia na najbliższe miesiące?
Teraz wszyscy będą czekać na kolejne 6-metrowe, a może nawet wyższe, skoki.
Zmieniał pan teraz tyczki, skacze pan już na najtwardszych?
Zawieszał pan sobie już na treningu poprzeczkę czy gumę na wysokości 6 metrów?