Biało-czerwoni w sobotę pobiegli w składzie: Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic i Duszyński. Poprawili rekord Europy i ustanowili rekord olimpijski czasem 3.09,87. Wcześniejszy najlepszy wynik na Starym Kontynencie należał od piątku do...polskiej sztafety, która pobiegła w eliminacjach. Duszyński jako jedyny wystąpił w obu tych biegach.

Reklama

Czy ja dźwigałem oczekiwania 40-milioniwego narodu? Zdecydowanie nie. Myślę, że to się rozłożyło na naszej czwórce. Czy się stresowałem? Zdecydowanie, ale chyba wczoraj w eliminacjach bardziej. Jednak te pierwsze biegi są najbardziej stresujące. Trzeba się zapoznać z rywalami, ze stadionem. Dziś było trochę lżej, aczkolwiek wiem, że oczekiwania były duże. Ja tylko zwieńczyłem robotę całego zespołu. Nie miałem na tyle trudnej zmiany, żeby jej nie wywieźć na pierwsze miejsce i starałem się zrobić to, co miałem zlecone. Można powiedzieć, że to był taki "another day in the office" - podsumował z uśmiechem pochodzący z Siemianowic Śląskich zawodnik.

Przyznał, że po udanym występie w eliminacjach czuł, że jest w stanie pokonać swoje 400 m jeszcze szybciej.

Dziś byłem szybszy o 0,4 s - tyle mniej więcej, ile mówiłem trenerowi, że dam radę urwać na ostatniej prostej. Więc jak widać sprawdziło się - dodał zadowolony.

Jeden z dziennikarzy porównał efektowny finisz Duszyńskiego, który wyprowadził biało-czerwonych z trzeciej pozycji na pierwszą, do utytułowanego amerykańskiego lekkoatlety Michaela Johnsona.

Jaki kraj, taki Michael Johnson - skwitował humorystycznie Polak, wywołując wybuch śmiechu zarówno u pozostałych członków sztafety, jak i u grupy dziennikarzy.

Tempo nie było zawrotne

Duszyński przyznał, że sprzyjał mu fakt, iż rywale nie forsowali ostrego tempa.

Starałem się wyjść na jak najwyższą pozycję. Chciałem się przyczaić przez te pierwsze 200 m. Rywale mi to umożliwili, bo tempo nie było zbyt szybkie. Ja zaś jestem takim zawodnikiem, który biega szybko te końcówki - analizował.

Reklama

Zawodnik AZS Łódź imponuje nie tylko stylem i szybkością biegu, ale także wykształceniem.

Skończyłem biotechnologię, a teraz jestem na doktoracie z krystalografii białek. To poważna dziedzina nauki, która leży u podstaw medycyny. M.in. pomaga w walce z pandemią, umożliwiając projektowanie nowych leków - wyjaśnił.

Sztafeta mieszana 4x400 m debiutowała w Tokio w programie igrzysk. Polacy zostali więc pierwszymi mistrzami olimpijskimi w tej konkurencji.