"Wiem o tym, że byłam faworytką i naprawdę super się czułam. Tyle miesięcy pracy, teraz ciężko mi mówić. Zrobiłam wszystko, żeby te trzy minuty, które decydują o wszystkim, były akurat teraz. Nie jestem chyba dzieckiem igrzysk. Za nerwowo trochę i za szybko chciałam wygrać, ale trudno nie chcieć" – płakała w strefie mieszanej, gdzie zawodnicy spotykają się z dziennikarzami.

W trakcie walki z Włoszką Loretą Gulottą (10:15) złapała się nagle za rękę.

"Nic mi się nie stało. To była taktyczna przerwa, żeby złapać oddech i zwolnić. Wydawało mi się, że już ją mam, ale byłam za szybka i za nerwowa w swoim natarciu. Robiłam za duże kroki, a ona za każdym razem mnie +łapała+" – opowiadała Socha, która po raz czwarty - znowu bez sukcesu - wystąpiła w igrzyskach.

Szablistka zapewniła jednak, że nie załamie się teraz i będzie gotowa na 13 sierpnia, na kiedy zaplanowane są zawody drużynowe.

"Nie pierwszy raz przegrałam pierwszą walkę, więc już znam gorycz porażki. Drużynę mamy naprawdę fajną i uważam, że najlepszą na tę chwilę. Jesteśmy zgrane, mamy super trenera" - oceniła.

Oceniła, że czasami brakuje jej nieraz zimnej krwi na planszy.

"Jestem za wrażliwą osobą, mam za dużo empatii do wszystkich i wszystkiego, chyba do przeciwniczek też, ale taka już jestem. Jestem za dobra i za grzeczna" - dodała.

Najdalej z Polek dotarła Małgorzata Kozaczuk, która jednak w 1/8 finału uległa Tunezyjce Azzie Besbes.

"Niestety trochę zaspałam początek. Patrzyłam co ona robi, zamiast skupić się na sobie. Druga połowa już była lepsza, goniłam, ale zabrakło troszkę. Ćwierćfinał był w zasięgu i dlatego to boli. To była walka do wygrania. Teraz drużynówka. Szykujemy tam niespodziankę, więc mamy nadzieję, że się uda" – powiedziała.

Rundę wcześniej przegrała Bogna Jóźwiak. Polka zaczęła zmagania od 1/32 finału i zwycięstwa nad Brazylijką Martą Baezą Centurian 4:2. Reprezentantka gospodarzy przy takim wyniku doznała kontuzji i nie mogła kontynuować rywalizacji.

"Nie zdążyłam nawet się rozgrzać, bardzo mi zależało, żeby stoczyć walkę z Brazylijką. To dziewczyna, która na co dzień trenuje z Włochem, więc wiedziałam, że to będzie niewygodna rywalka, ale chciałam się trochę dzięki niej dogrzać i uspokoić nerwy. Trochę żałuję, że tak się skończyła" – przyznała zawodniczka OŚ AZS Poznań.

Z kolei w kolejnej rundzie uległa Rosjance Zofii Wielikiej, aktualnej mistrzyni Europy i świata.

"Wiedziałam, że sędziowanie będzie po stronie Zosi. Zresztą tego się spodziewałam. W tym momencie nie miałam nawet możliwości nawiązania walki z tak silną rywalką. Jest wiele przyczyn, dlaczego sędziowie faworyzują Rosjanki, ale o tym głośno się nie mówi. To jest zawodniczka numer jeden na świecie i to trzeba podkreślić. Musiałam walczyć na pełnym ryzyku, a ona mogła być spokojna, bo wiedziała, że arbiter i tak będzie po jej stronie" – podkreśliła poznanianka.