Vervoort zdobyła złoty medal w wyścigu na 100 m w Londynie (2012). Na tej samej imprezie była druga na 200 m. Natomiast cztery lata później w Rio de Janeiro cieszyła się ze srebrnego krążka na 400 m i brązowego na 100. Już przy okazji zmagań w Brazylii poinformowała o zamiarze poddania się eutanazji.

To prawda, że były to moje ostatnie zawody i że papiery dotyczące eutanazji są gotowe od 2008 roku, ale nie chcę już teraz umierać. Korzystam z każdej chwili. Kiedy nadejdzie ten moment, że więcej będzie złych niż dobrych dni, wtedy będę miała w ręku dokumentację, aby poddać się eutanazji - oświadczyła wówczas na konferencji prasowej.

Zawodniczka zdradziła, że musi się zmagać z olbrzymim bólem oraz atakami padaczki. Jeden w 2014 roku przydarzył jej się w trakcie gotowania makaronu, przez co wylała wrzącą wodę na nogi i spędziła cztery miesiące w szpitalu. Po wypadku zamieszkał z nią labrador imieniem Zenn, który potrafił wyczuć zbliżający się napad padaczki.

Nie wiem jak to robił, ale o napadzie wiedział godzinę wcześniej i ostrzegał mnie łapą - zdradziła.

Wspomniała, że proces otrzymania zgody na eutanazję był długi i trudny. Musiałam udowodnić, że choroba rozwija się i że nie ma żadnej szansy na poprawę. Trzech lekarzy musiało to potwierdzić. Gdybym nie miała tej zgody już dawno popełniłabym samobójstwo. Mam nadzieję, że ludzie zaczną patrzeć na eutanazję jak na coś co tak naprawdę pozwala żyć dłużej - mówiła.