We wcześniejszym spotkaniu o pierwsze miejsce w tej grupie Francja wygrała ze Słowenią 35:31.
Polska - Arabia Saudyjska 27:24 (13:12)
Polska:
Arabia Saudyjska:
Kary: Polska – 14 minut; Arabia Saudyjska – 2 minut.
Biało-czerwoni zaczęli udział w turnieju od porażki z aktualnymi mistrzami olimpijskimi Francuzami 24:26, potem ulegli grającej z „dziką kartą” Słowenii 23:32, co bardzo skomplikowało ich plany, by znaleźć się w ćwierćfinale. Arabowie też doznali dwóch porażek.
Trzy najlepsze zespoły z grup pierwszej fazy awansują do kolejnej rundy, z zaliczeniem wyników (ale bez meczu z najsłabszą ekipą). Zespoły z "polskiej" grupy w Krakowie zmierzą z drużynami z puli A: Hiszpanią, Czarnogórą i Iranem.
– pytał retorycznie spiker kibiców gospodarzy wchodzących na trybuny. Było oczywiste, że innego scenariusza, niż wysokie zwycięstwo biało-czerwonych nikt w polskim obozie nie dopuszczał. Niespodziewanie był to dla drużyny trenera Patryka Rombla mecz „o wszystko”, bowiem zespołom z czwartych miejsc pozostanie tylko gra o Puchar Prezydenta (czyli miejsca 25-32) w Płocku.
Było to ósme spotkanie obu ekip. Polska wygrała wcześniej sześć razy, jedno starcie zakończyło się remisem. Faworyt był więc oczywisty, tym bardziej, że gospodarzy wspierał niemal komplet publiczności w katowickiej hali. „Mazurek Dąbrowskiego” tym razem został odśpiewany a capella.
Prowadzeni przez duńskiego szkoleniowca Jana Pytlicka zawodnicy Arabii Saudyjskiej zapewne marzyli o przerwaniu tej złej passy.
I po 30 minutach nie byli daleko od realizacji tego planu, bo to oni prowadzili przez większą część pierwszej połowy jedną lub dwoma bramkami. Przy stanie 9:11 dobre interwencje bramkarza Adama Morawskiego i skutecznie egzekwowane przez Arkadiusza Moryto rzuty karne pozwoliły gospodarzom wyjść na prowadzenie 12:11. Minimalna różnica bramkowa (13:12) utrzymała się do przerwy.
Drugą cześć otworzył dwoma trafieniami Szymon Sićko i Polacy już do końca utrzymali korzystny wynik. Długo nie mogli być jednak pewni sukcesu, bo różnica stopniała w 51. minucie do jednej bramki 23:22.
Autor: Piotr Girczys