Włoski rząd przyjął w środę dekret, który ma zapewnić bezpieczeństwo na stadionach. Przewiduje on możliwość zatrzymania kibola nawet po 48 godzinach od zamieszek. Do tej pory można
było to uczynić w ciągu 36 godzin. Rząd postanowił, że włoskie stadiony muszą spełniać wszystkie normy bezpieczeństwa. W przeciwnym razie zostaną zamknięte do odwołania.
I tu pojawia się problem, bo te warunki spełnia tylko pięć stadionów w Serie A i Serie B - Stadio Olimpico w Rzymie, Artemio Franchi w Sienie, Stadio Olimpico w Turynie, Renzo Barbera w Palermo
i Renato Dall'Ara w Bolonii. Zamknięty dla kibiców zostanie m.in. słynny stadion San Siro w Mediolanie, na którym grają Milan i Inter.
"Lepiej było poczekać jeszcze tydzień. Granie bez kibiców zabije futbol" - uważa legenda Milanu Paolo Maldini. "Nawet jeśli zamkniemy stadiony, chuligani dalej będą
się bić. Tyle że na zewnątrz" - twierdzi prezes Palermo Maurizio Zamparini.
Dekret włoskiego rzadu wprowadza też zakaz wnoszenia na trybuny rac oraz petard i to nie tylko w dniu meczu, ale już na 24 godziny przed jego rozpoczęciem. Wprowadzono również zakaz sprzedaży
biletów zbiorowych na mecze wyjazdowe. Poza tym na komputerowe listy osób, które nie mają prawa wstępu na stadion za udział w burdach, wpisywani będą od tej pory też nieletni. Szczegóły
rozporządzenia zostaną ogłoszone dzisiaj po końcowych poprawkach.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.