Polscy piłkarze zapomnieli, jak się gra w piłkę. Zremisowany 2:2 mecz ze Słowacją najlepiej określił jednym słowem sam selekcjoner Leo Beenhakker. "Katastrofa" - powiedział płynnie po polsku. "Don Leo" był zdruzgotany postawą piłkarzy.
"Pierwsza połowa była beznadziejna. W głowie widziałem obrazki z meczu z Finlandią" - twierdzi Holender. Podobnie jak wtedy, w środę nasz zespół
kompletnie podporządkował się stylowi gry przeciętnej Słowacji. Mecz z Finlandią, pierwszy w eliminacjach EURO 2008, był jednym z najgorszych w wykonaniu reprezentacji Polski w ostatnich
latach. Holender miał jakiś pomysł na grę, ale Polacy w ogóle go nie rozumieli. Później z każdym meczem było coraz lepiej, aż w końcu po zwycięstwach z Portugalią i Belgią poczuli się
zbyt pewni siebie.
"Podczas pierwszych 45 minut aż przez 30 rywale byli w posiadaniu piłki. Grali dokładnie to, czego oczekiwałem od naszych piłkarzy. My zagraliśmy za to dokładnie odwrotnie" - denerwuje się Beenhakker. "Nie było ofensywy. Gdy traciliśmy piłkę, jedni biegli do przodu, inni do tyłu i robiło się na boisku puste miejsce - po prostu tragedia" - mówi "Faktowi" selekcjoner.
"W przerwie powiedziałem: na litość boską, zacznijcie grać w piłkę" - zdradza. Trochę poskutkowało, bo Polska zremisowała. "Biorąc pod uwagę to, co graliśmy, jestem zadowolony tylko z wyniku. Ale oba gole właściwie wyniknęły z ich błędów" - dodaje gorzko Beenhakker.
Na naszych zawodników, którzy czują się za mocni, selekcjoner już znalazł bata. Zapowiada, że wielu z piłkarzy może niedługo pożegnać się z kadrą, bo konkurencja jest ogromna. "Pierwszy tydzień zgrupowania był sporym sukcesem i udało się nam wyselekcjonować grupę zawodników, która bardzo mocno puka do drzwi pierwszego zespołu" - mówi. I przypomina, że kadra złożona z zawodników ligowych wygrała z Estonią aż 4:0. To poważne ostrzeżenie dla zawodników z podstawowego składu...
Do meczów eliminacji EURO 2008 z Azerbejdżanem i Armenią zostało trochę ponad miesiąc. To niewiele. Wydaje się, że ci rywale są znacznie słabsi od Słowacji, więc teoretycznie możemy być spokojni. "Nie ma znaczenia, czy są mocniejsi, czy nie. Wyłącznie od naszej gry zależy, na ile okażą się mocni" - zaznacza stanowczo Holender.
"Podczas pierwszych 45 minut aż przez 30 rywale byli w posiadaniu piłki. Grali dokładnie to, czego oczekiwałem od naszych piłkarzy. My zagraliśmy za to dokładnie odwrotnie" - denerwuje się Beenhakker. "Nie było ofensywy. Gdy traciliśmy piłkę, jedni biegli do przodu, inni do tyłu i robiło się na boisku puste miejsce - po prostu tragedia" - mówi "Faktowi" selekcjoner.
"W przerwie powiedziałem: na litość boską, zacznijcie grać w piłkę" - zdradza. Trochę poskutkowało, bo Polska zremisowała. "Biorąc pod uwagę to, co graliśmy, jestem zadowolony tylko z wyniku. Ale oba gole właściwie wyniknęły z ich błędów" - dodaje gorzko Beenhakker.
Na naszych zawodników, którzy czują się za mocni, selekcjoner już znalazł bata. Zapowiada, że wielu z piłkarzy może niedługo pożegnać się z kadrą, bo konkurencja jest ogromna. "Pierwszy tydzień zgrupowania był sporym sukcesem i udało się nam wyselekcjonować grupę zawodników, która bardzo mocno puka do drzwi pierwszego zespołu" - mówi. I przypomina, że kadra złożona z zawodników ligowych wygrała z Estonią aż 4:0. To poważne ostrzeżenie dla zawodników z podstawowego składu...
Do meczów eliminacji EURO 2008 z Azerbejdżanem i Armenią zostało trochę ponad miesiąc. To niewiele. Wydaje się, że ci rywale są znacznie słabsi od Słowacji, więc teoretycznie możemy być spokojni. "Nie ma znaczenia, czy są mocniejsi, czy nie. Wyłącznie od naszej gry zależy, na ile okażą się mocni" - zaznacza stanowczo Holender.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|