"Hajto nie zachował ostrożności i nie ustąpił pieszej pierwszeństwa" - potwierdza podinspektor Mirosław Micor z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Dodał, że piłkarz
przyznał się do stawianego mu zarzutu.
Do tragedii doszło w czwartek o godz. 21.50 przy ul. Rzgowskiej w Łodzi. Piłkarz jechał chryslerem z właścicielem klubu ŁKS Łódź Danielem Goszczyńskim. Mimo deszczu Hajto pędził 120 km/h
- w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 40 km/h. 73-letnią kobietę potrącił na przejściu dla pieszych. Piłkarz był trzeźwy.
Tomasz Hajto powiedział dziennikowi.pl, że jest strasznie przybity tym, co się stało. To nie pierwszy wypadek Hajty. W sierpniu zeszłego roku piłkarz uczestniczył w karambolu na tej samej łódzkiej ulicy. Wtedy nikomu nic się nie stało.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.