"Hajto nie zachował ostrożności i nie ustąpił pieszej pierwszeństwa" - potwierdza podinspektor Mirosław Micor z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Dodał, że piłkarz
przyznał się do stawianego mu zarzutu.
Do tragedii doszło w czwartek o godz. 21.50 przy ul. Rzgowskiej w Łodzi. Piłkarz jechał chryslerem z właścicielem klubu ŁKS Łódź Danielem Goszczyńskim. Mimo deszczu Hajto pędził 120 km/h
- w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 40 km/h. 73-letnią kobietę potrącił na przejściu dla pieszych. Piłkarz był trzeźwy.
Tomasz Hajto powiedział dziennikowi.pl, że jest strasznie przybity tym, co się stało. To nie pierwszy wypadek Hajty. W sierpniu zeszłego roku piłkarz uczestniczył w karambolu na tej samej łódzkiej ulicy. Wtedy nikomu nic się nie stało.