W bardzo dobrych nastrojach podopieczni Leo Beenhakkera opuszczali szatnie po wygranym 5:0 meczu eliminacji mistrzostw Europy z Azerbejdżanem. Wszyscy piłkarze zgodnie podkreślali, że przebieg meczu ustawiły szybko strzelone pierwsze dwa gole. Nasi reprezentanci nie mają czasu na świętowanie, bo już są myślami przy środowym meczu z Armenią.
Po meczu powiedzieli:
Maciej Żurawski (kapitan reprezentacji Polski): "Fajny mecz, fajny wynik i, co najważniejsze, kolejne trzy punkty w eliminacjach mistrzostw Europy. Udany początek ułatwił nam zadanie, choć nawet przy prowadzeniu 3:0 trener uczulał w przerwie w szatni, że powinniśmy grać jakby był remis. Trochę żal, że nie udało mi się wykorzystać jednej z trzech okazji w końcówce, bo nigdy nie ukrywałem, że zdobywanie goli sprawia mi wiele frajdy. Ważne jednak, że trafiali koledzy, a ja cieszę się, że po raz pierwszy od niemal dwóch miesięcy rozegrałem całe spotkanie i wytrzymałem jego trudy".
Jacek Bąk (obchodził w sobotę 34. urodziny): "Zrobiłem sobie miły prezent. Gol w takim dniu w meczu reprezentacji sprawia szczególną radość, tym bardziej że "otworzyłem" wynik. Ćwiczyliśmy wykonywanie stałych fragmentów gry na zgrupowaniu we Wronkach i jak widać opłaciło się. W meczach z rywalami, którzy myślą głównie o obronie, rzuty rożne i wolne mogą być rozstrzygające. Nie popadajmy jednak w hurraoptymizm, bo przed nami jeszcze wiele trudnych meczów, szczególnie wyjazdowych i o awans nie będzie łatwo. Ważne jednak, że systematycznie gromadzimy punkty".
Artur Boruc: "Trochę zmarzłem, ale nie narzekam. Nie będę płakał, że Azerowie nie stworzyli praktycznie żadnej sytuacji pod naszą bramką. Są takie mecze, że rywale nie zatrudniają bramkarza i wtedy samemu trzeba się rozgrzewać, dbać o koncentrację. Byłoby super, gdybyśmy każdy mecz zaczynali w takim stylu. Dwie bramki w pięć minut, to znacznie ułatwia zadanie w pozostałych 85".
Marcin Wasilewski: "Mecz ułożył się fantastycznie. Teoretycznie słabszego rywala trzeba skarcić właśnie na początku, by nie dać mu uwierzyć w możliwość uzyskania korzystnego wyniku. Gdybyśmy tak szybko nie zdobyli bramek, mogłoby być ciężej. Przed meczami z Azerbejdżanem i Armenią zakładaliśmy zdobycie sześciu punktów, więc plan jest wykonany dopiero w połowie, dlatego nie boję się o koncentrację przed spotkaniem w Kielcach. W pierwszej połowie dość ostro potraktowałem rywala i sędzia mnie uczulał bym na tym poprzestał, bo będzie kartka. Zresztą życzyłbym sobie zawsze takich arbitrów. Bardzo sympatyczny pan, miło się z nim współpracowało".
Radosław Matusiak: "Przewidywaliśmy, że szybko zdobyty gol ułatwi nam sprawę. I tak się stało. Mecz ułożył się po naszej myśli. Trudno o lepszy początek. Miałem dwie niezłe sytuacje, szkoda szczególnie tej z końcówki pierwszej połowy kiedy piłka mi odskoczyła. Widocznie nie był to mój dzień. Może w środę w Kielcach znowu dostanę szansę i poprawię się".
Łukasz Garguła (wspólnie z Dariuszem Dudką jako ostatni opuścili szatnię, gdyż zostali wylosowani do kontroli antydopingowej): "Cieszę się, że jestem chwalony po tym meczu, ale dostrzegam swoje błędy, choćby kilka prostych strat w środku pola. Na pewno trzy asysty, które dzisiaj zanotowałem, dają mi sporo satysfakcji, ale wcale nie gwarantują miejsca w składzie w następnym meczu. Sporo uwagi poświęciliśmy na zgrupowaniu stałym fragmentom gry i to przyniosło efekty. Nie czuję się bohaterem. Czy dołączę do Radka Matusiaka w Palermo? Ten klub ma prawo pierwokupu i robię wszystko, by przekonać Włochów do siebie. Dzisiejszy mecz może niewiele mi pomógł, ale na pewno nie zaszkodził".
Maciej Żurawski (kapitan reprezentacji Polski): "Fajny mecz, fajny wynik i, co najważniejsze, kolejne trzy punkty w eliminacjach mistrzostw Europy. Udany początek ułatwił nam zadanie, choć nawet przy prowadzeniu 3:0 trener uczulał w przerwie w szatni, że powinniśmy grać jakby był remis. Trochę żal, że nie udało mi się wykorzystać jednej z trzech okazji w końcówce, bo nigdy nie ukrywałem, że zdobywanie goli sprawia mi wiele frajdy. Ważne jednak, że trafiali koledzy, a ja cieszę się, że po raz pierwszy od niemal dwóch miesięcy rozegrałem całe spotkanie i wytrzymałem jego trudy".
Jacek Bąk (obchodził w sobotę 34. urodziny): "Zrobiłem sobie miły prezent. Gol w takim dniu w meczu reprezentacji sprawia szczególną radość, tym bardziej że "otworzyłem" wynik. Ćwiczyliśmy wykonywanie stałych fragmentów gry na zgrupowaniu we Wronkach i jak widać opłaciło się. W meczach z rywalami, którzy myślą głównie o obronie, rzuty rożne i wolne mogą być rozstrzygające. Nie popadajmy jednak w hurraoptymizm, bo przed nami jeszcze wiele trudnych meczów, szczególnie wyjazdowych i o awans nie będzie łatwo. Ważne jednak, że systematycznie gromadzimy punkty".
Artur Boruc: "Trochę zmarzłem, ale nie narzekam. Nie będę płakał, że Azerowie nie stworzyli praktycznie żadnej sytuacji pod naszą bramką. Są takie mecze, że rywale nie zatrudniają bramkarza i wtedy samemu trzeba się rozgrzewać, dbać o koncentrację. Byłoby super, gdybyśmy każdy mecz zaczynali w takim stylu. Dwie bramki w pięć minut, to znacznie ułatwia zadanie w pozostałych 85".
Marcin Wasilewski: "Mecz ułożył się fantastycznie. Teoretycznie słabszego rywala trzeba skarcić właśnie na początku, by nie dać mu uwierzyć w możliwość uzyskania korzystnego wyniku. Gdybyśmy tak szybko nie zdobyli bramek, mogłoby być ciężej. Przed meczami z Azerbejdżanem i Armenią zakładaliśmy zdobycie sześciu punktów, więc plan jest wykonany dopiero w połowie, dlatego nie boję się o koncentrację przed spotkaniem w Kielcach. W pierwszej połowie dość ostro potraktowałem rywala i sędzia mnie uczulał bym na tym poprzestał, bo będzie kartka. Zresztą życzyłbym sobie zawsze takich arbitrów. Bardzo sympatyczny pan, miło się z nim współpracowało".
Radosław Matusiak: "Przewidywaliśmy, że szybko zdobyty gol ułatwi nam sprawę. I tak się stało. Mecz ułożył się po naszej myśli. Trudno o lepszy początek. Miałem dwie niezłe sytuacje, szkoda szczególnie tej z końcówki pierwszej połowy kiedy piłka mi odskoczyła. Widocznie nie był to mój dzień. Może w środę w Kielcach znowu dostanę szansę i poprawię się".
Łukasz Garguła (wspólnie z Dariuszem Dudką jako ostatni opuścili szatnię, gdyż zostali wylosowani do kontroli antydopingowej): "Cieszę się, że jestem chwalony po tym meczu, ale dostrzegam swoje błędy, choćby kilka prostych strat w środku pola. Na pewno trzy asysty, które dzisiaj zanotowałem, dają mi sporo satysfakcji, ale wcale nie gwarantują miejsca w składzie w następnym meczu. Sporo uwagi poświęciliśmy na zgrupowaniu stałym fragmentom gry i to przyniosło efekty. Nie czuję się bohaterem. Czy dołączę do Radka Matusiaka w Palermo? Ten klub ma prawo pierwokupu i robię wszystko, by przekonać Włochów do siebie. Dzisiejszy mecz może niewiele mi pomógł, ale na pewno nie zaszkodził".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Michał Ignasiewicz
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
Zobacz
|