Faktycznie, Wyparło zawsze wykopuje piłkę ledwie za połowę boiska, bo tam jest jeszcze w stanie dojrzeć kolegów. Kiedy wygra pojedynek z rywalem, nigdy nie mówi, że obronił strzał, tylko, że przeciwnik trafił w niego piłką. "To był typowy mecz na 0:0" - relacjonował Bodzio W. po spotkaniu z Łęczną, wygranym przez ŁKS 1:0.
"Wiadomo było, że kto pierwszy strzeli bramkę, ten wygra i nam się to udało. Im nie, chociaż w pierwszej połowie piłkarz gospodarzy miał okazję sam na sam. Wtedy skróciłem kąt, wystawiłem rękę i właśnie w rękę mnie trafił. Normalka" - zakończył.
Wyparło od dawna jest ulubieńcem kibiców ŁKS, jak również całej rodziny Daniela Goszczyńskiego, właściciela zespołu. "Nie ma takich pieniędzy, za które bym go sprzedał" - podkreśla biznesmen. Bramkarz też chciałby zakończyć karierę w ŁKS, choćby dlatego, że w Łodzi do przedszkola chodzi jego syn Michałek, a do szkoły córka Weronika.
Wyparło junior lubi uganiać się za piłką. Córka też. "Z tą różnicą, że tenisową" - opowiada "Faktowi" Bodzio. "Ja w tenisa nie gram. Ledwie widzę dużą piłkę, to co mówić o takiej małej" - dodaje.